parallax background

Gdynia na starej fotografii

gdynia orłowo
Gdynia Orłowo
25 lutego 2020
Fotoedytor
1 marca 2020

Gdynia 1934 - 1939

Zdjęcia ze zbiorów Jana Gospodarka

Gdynia na starej fotografii


Początkowo miałem inny pomysł na ten tekst. Chciałem go nabić datami, ciekawostkami z historii i faktami, które dla Gdyni miały kluczowe znaczenie. Czy jednak nie przepisałbym kolejny raz tego co już dostępne jest w książkach i sieci? Trudno byłoby mi również połączyć moją własną „gdyńską historię” z otrzymaniem praw miejskich w 1926 roku, budową portu i dworca morskiego czy wydarzeniami z okresu II wojny światowej. Zainteresowanych odsyłam do książki Sławomira Kitowskiego „Gdynia. Miasto z morza i marzeń” (biały kruk, niestety trudno dostępna) lub do zapoznania się z historią miasta w pigułce na stronach miasta Gdyni. Zatem Ci, których skusił link i oczekiwali tutaj znalezienia pogłębionej historii Gdyni poczują się z pewnością rozczarowani. Mogę natomiast zaoferować moją własną, rodzinną i jak się okazuje wielopokoleniową przygodę związaną z tym wyjątkowym miastem.


Moja Gdynia

Było to pewnego mroźnego, lutowego dnia w samym sercu Tatr Zachodnich. W pustej sali jadalnej schroniska na Polanie Chochołowskiej pochylony nad mapą zajadałem szarlotkę. Planowałem wyjście w góry kolejnego dnia. Tyle co dotarłem w Tatry, więc z zapałem chciałem kolejnego dnia wyjść na Wołowiec. Luty gasił mój entuzjazm. Postanowiłem zapytać siedzących obok turystów o stan szlaków. Wyglądało, że również nocują w schronisku i mogli okazać się nieocenionym źródłem informacji. Tak poznałem Agnieszkę i Mariusza. Była to zima 2008 roku. Z krótkiego pytania urodziła się kilkugodzinna rozmowa o górach, podróżach i fotografii. Nie przypuszczałem wtedy, że los zwiąże mnie na stałe z tą dwójką przesympatycznych młodych lekarzy z Gdyni. Od tego czasu niemal co roku kontynuujemy tradycję, żeby spotkać się pooglądać zdjęcia i podzielić wrażeniami z ostatnich podróży. Spotkamy się zazwyczaj w Gdyni, chociaż na przestrzeni tych 12 lat udało się nam spotkać na Babiej Górze, w Górach Stołowych, w Częstochowie i bawarskim Mittenwaldzie. Dzięki nim poznałem Gdynię. Pierwszy raz skorzystałem z zaproszenia latem 2008 roku. Spędziliśmy weekend spacerując po Trójmieście. Wtedy pierwszy raz zobaczyłem Orłowo, Skwer Kościuszki i Babie Doły.


Gdynia w rodzinie Gospodarków

Cofnijmy się do roku 1934. Wtedy to brat mojego pradziadka, Jan Gospodarek, zamieszkał w Gdyni. Cały czas próbuję poznać lepiej jego historię, o czym pisałem wcześniej na blogu. Zacząłem również przeglądać rodzinne albumy. Natrafiłem tam na piękne znalezisko z dwóch wizyt pradziadka Zygmunta w Gdyni. Było bowiem niemal pewne, że rodzina z Częstochowy skorzysta ze sposobności i zechce wypocząć u kuzyna nad morzem. Moi pradziadkowie – Zygmunt i Janina udali się, co widać na zdjęciach, do Orłowa, które było wtedy niezwykle modnym kąpieliskiem. Musieli też spacerować po mieście. Wyrosło ono niemal z niczego, więc musiało być wielką atrakcją dla przyjezdnych. Bracia Gospodarkowie spacerowali również w okolicach Dworca Morskiego (dzisiaj siedziba Muzeum Emigracji). Tyle wyczytałem z kilku zdjęć znalezionych w rodzinnym albumie. Przypuszczalnie Jan Gospodarek podzielił los ludności napływowej, która już w pierwszych miesiącach wojny – jesienią 1939 r. została wysiedlona z Gdyni (wtedy Gotenhafen). Z przekazów rodziny wiem, że do Gdyni już nigdy nie powrócił. Zabrał ze sobą 2 pudełka zdjęć i kilka obrazów w ramkach. W dużej mierze sygnowane są pieczęcią „Morskiej Agencji Fotograficznej”.


80 lat przerwy

Sierpień 2018 roku. Żar leje się z nieba. Razem z towarzyszem kamperowych podróży, Andrzejem, docieramy do Gdyni. Okazało się, że mój skromny dobytek idealnie zmieścił się do bagażnika kampera. Dotarliśmy do dzielnicy Wielki Kack, dokładnie na Fikakowo. Zamieszkałem w dawnym mieszkaniu Agnieszki i Mariusza przy ulicy Gryfa Pomorskiego. Po kilku latach życia w Niemczech wróciłem do Polski na stałe. To było niemal jak skok na głęboką wodę. Widać los, czy jak kto woli Opatrzność kierowała moje kroki do tego miasta. Oczywiście wtedy interesowałem się różnymi tematami, ale nie przedwojennym fotografem Janem Gospodarkiem. Spacerowałem nawet ulicą Piłsudskiego przy której mieszkał mój przodek. Będąc na miejscu skupiłem się głównie na fotografowaniu Gdańska i nadmorskiej okolicy. Przez kilka miesięcy, ze zdjęciami Jana Gospodarka w ręce odkryłem wiele wspólnych fascynacji morskimi pejzażami. Poza bardzo interesującymi zdjęciami z Gdyni wykonywał on pocztówki w tzw. serii „Znad polskiego morza”. Jak na międzywojenne standardy było to spojrzenie odważne. Niedoskonałości optyki i sprzętu fotograficznego sprawiły, że te jego zdjęcia przypominają marynistyczne obrazy.


Znad polskiego morza

Patrzę na moje archiwum. Oglądam zdjęcia z Babich Dołów, ukochanej Rewy, i Helu. Dostrzegam sporo wspólnych fascynacji z Janem Gospodarkiem. Zabrakło mi motywacji w czasie kiedy mieszkałem w Gdyni, żeby sfotografować samo miasto. Miałem okazję nadrobić te braki jesienią 2019 roku. Kolejny raz odwiedziłem Agnieszkę i Mariusza. Wybraliśmy się na spacer po promenadzie, marinie i Skwerze Kościuszki. Klasyka której mi brakowało. Trafiłem tego dnia na regaty. Piękne niebo nad zatoką. Dzisiaj trzymam w rękach zdjęcie Jana podpisane „Regaty w Gdyni”. Niebo trafiliśmy niemal takie samo.

Nie ma przypadków

W całej tej historii przewija mi się jedna myśl. Nie ma przypadków. Nie miałem też nigdy świadomości, że moja pasja fotografowania, a z czasem zawód jest sprawą „rodzinną”. Cała ta sprawa z Gdynią też nie może być przypadkowa. Przecież Jan Gospodarek mógł mieszkać w Szczecinie, Białymstoku czy Rzeszowie, a Agnieszka z Mariuszem mogli pochodzić z Poznania. Jednak to co ma się wydarzyć w życiu po prostu się dzieje. Tak moje losy i losy mojego przodka się zazębiają. Krzyżują się nasze drogi w Gdyni, nasze drogi zawodowe i co dziwi mnie najbardziej, a nawet wywołuje pewien dreszcz to i w twórczości jesteśmy do siebie podobni. Geny? To już pozostanie tajemnicą. Kiedy jednak patrzę na jego fotografie to jakbym widział swoje…

Gdynia wczoraj i dziś

Z Gdyni wyprowadziłem się po 6 miesiącach. Jeśli mam być szczery to romantyzm z którym przeprowadziłem się nad morze życie zweryfikowało błyskawicznie. Wszystkie moje sprawy zawodowe toczyły się wtedy w Warszawie i Krakowie, więc bywały całe tygodnie kiedy nie było mnie w Trójmieście. Znalazłem się tam również z dala od rodziny i przyjaciół. Po sezonie letnim w którym zaliczyłem kilka przemiłych wizyt nastała jesienna słota. Ciśnienie spadło na poziom morza, a ja nie przyzwyczajony do pomorskiej pogody konałem w codziennym bólu głowy i bezsenności. W Monachium mieszkałem niemal 500 m n.p.m wyżej niż w Gdyni. To był zbyt duży szok. Sprawę ratowało morze, które uwielbiam fotografować. Po niemal roku patrzę na to z dystansem. W pewnym sensie tęsknie za Gdynią, bo jej historia, życie Jana Gospodarka pochłonęły mnie na długie zimowe miesiące. Chciałbym rozwiązać te różne zagadki i tajemnice. Świadomie stanąć przy ulicy Śląskiej 51 i zobaczyć miejsce po stacji benzynowej, której współwłaścicielem był Jan Gospodarek. Jeszcze bardziej marzy mi się spacer po Orłowie i rzut oka na plaże dokładnie z takiej samej perspektywy jaką sfotografował mój przodek. Na to wszystko przyjdzie czas. Gdynia przecież nigdzie nie ucieknie. To prawdziwe miasto z marzeń.

Komentarze są wyłączone.

Zapisz się na mój newsletter!
100% ciekawych treści!
* pola wymagane