parallax background

Sądecczyzna 2.0

Mój Beskid Niski
13 lipca 2020
Radlenie ziemniaków
29 lipca 2020

Sądecczyzna 2.0

Wróciłem nad Poprad! Sądecczyzna zafascynowała mnie rok temu tak bardzo, że wydzierając z codzienności kilka dni na plener wybrałem właśnie ten zakątek Małopolski. Po zeszłorocznych plenerach czułem niedosyt i chciałem ponownie przekonać się czy potencjał fotograficzny Sądecczyzny jest rzeczywiście tak wielki, czy tylko mi się tak wydawało. Rzutem na taśmę udało mi się zajrzeć tam pod koniec kalendarzowej wiosny. Furia zieleni już trochę przybladła, ale zdecydowanie widzę różnicę w kolorach pomiędzy początkiem czerwca, a początkiem lipca kiedy to byłem tam pierwszy raz. Okno pogodowe było krótkie. Chciałem w tych dniach wycisnąć każdą kroplę soku i również tym razem Sądecczyzna mnie nie zawiodła.

Plan B

W 2019 roku poznałem sporo miejsc w okolicach Piwnicznej-Zdroju czy Woli Kroguleckiej. Plan na ten rok był taki, żeby zapuścić się bardziej w głąb Rytra. Tak naprawdę to właśnie ta nazwa miejscowości zabrzmiała w mojej głowie wiele lat temu kiedy oglądałem zdjęcia poplenerowe grupy „Piktorialistów” (chyba już nie istnieją, bo w sieci nie natrafiłem na ich ślad). Był to trochę taki plan B, bo nie spodziewałem się czegoś spektakularnego. Kilka kadrów zaskoczyło mnie bardzo pozytywnie, a spotkane stado owiec z widokiem na dolinę Popradu sprawiło, że uznałem ten kierunek za właściwy. Poruszanie się tam nie jest proste, bo poza główną drogą istnieje rozbudowany labirynt wąskich, stromych dróżek, które nie wiadomo dokąd prowadzą. Tylko raz zawracałem „u chłopa” na podwórku. Kilka dróg mimo tego, że pięły się stromo do góry to okazało się totalną porażką.

Powroty

Nie odmówiłem sobie przyjemności podziwiania krajobrazów z Woli Kroguleckiej. Tam zawsze jest pięknie i nie umiem wytłumaczyć co czyni ten pejzaż tak niezwykłym. Mogę przypuszczać, że chodzi tu o grę światła i rzeźby terenu. Dodając do tego odpowiednią odległość i wysokość mamy przepis na idealny punkt widokowy. Największym zaskoczeniem był dla mnie fakt, że w środku tygodnia przy „ślimaku” było całkiem tłoczno. Mogłoby się zdawać, że okoliczni mieszkańcy mają dość tych widoków, a tu nic bardziej mylnego i nawet przez chwilę na drodze zrobił się mały zator. W środę! Szok. W trakcie fotografowania, a na plener wybrałem się podobnie jak w ubiegłym roku z Przemkiem Krukiem, spotkaliśmy Janusza Wańczyka, fotografa z Nowego Sącza. To właśnie jego zdjęcia przekonały mnie do przyjazdu na Sądecczyznę.

Nowe widoki

Poświęcone kilka godzin na jeżdżenie wąskimi drogami wśród wzgórz nie przyniosło nam zbyt wielu nowych kadrów. Trudno tam wyrwać się poza pewien schemat w którym z jednej strony doliny fotografuje się drugą. To ogranicza pole do poszukiwania nowych kadrów. Znajdując nawet nowe miejsce zazwyczaj zmieniamy perspektywę, a nie temat w kadrze. Nowością dla mnie są poranne ujęcia wschodniej ściany doliny. Zmieniając stronę rzeki uzyskałem nowe spojrzenie, które może nie jest zbyt spektakularne, ale dopełnia obraz całości. Pierwszy raz udało mi się również zrobić ciekawe zdjęcie z Piwowarówki.

Sądecczyzna 3.0?

Czy wrócę w tym roku na Sądecczyznę? Myślę, że tak. Zyskałem kolejny powód, żeby wyjeżdżać w tamte strony i jest nim Pogórze Rożnowskie. Czuję też pewien niedosyt, bo zabrakło kilku godzin, żeby poznać rozległy obszar w okolicach Przesiecznicy. Czas biegnie w tym roku jak szalony i realnie patrząc uda mi się zajrzeć tam dopiero jesienią. Tym razem chciałbym zobaczyć jak Sądecczyzna wygląda w kolorach polskiej złotej jesieni...

Chcesz być na bieżąco i nie przegapić kolejnego wpisu? Zapisz się na mój NEWSLETTER. Regularnie będę informował Cię o nowościach i ciekawostkach z moich podróży!

Zapisz się na mój newsletter! 100% ciekawych treści, 0% spamu

* pola wymagane

Komentarze są wyłączone.

Zapisz się na mój newsletter!
100% ciekawych treści!
* pola wymagane