parallax background

Burza po burzy

10 zamków na Dolnym Śląsku, które warto zobaczyć
10 sierpnia 2019
Tęskniąc za oryginalnością
8 września 2019

Pięć ofiar śmiertelnych. Takiego wypadku Tatry nie pamiętają od lat. Śmiertelne żniwo zebrała sierpniowa burza. Wraz z kroplami deszczu przez Polskę przelała się fala hejtu, a wypowiedziom specjalistów nie było końca. Rozważano najczęściej to dlaczego ci ludzie w ogóle poszli w góry i dlaczego zlekceważyli zbliżające się niebezpieczeństwo. Emocje mnie poniosły i już wysmarowałem tekst. Chciałem jednak złapać chwilę oddechu, dystansu i refleksji, która w takich sytuacjach jest niezwykle ważna. Głównie dlatego, że na tym szczycie ucierpieli ludzie. Im należy się szacunek. Bez względu na ocenę ich zachowania. Mój tekst jest pewnym szerszym spojrzeniem na Tatry, które daleko wykracza poza łańcuchy Giewontu.

Burze 2.0
Żyję ponad 30 lat. Wychowałem się w mieście, ale wakacje spędzałem na wsi. Doskonale pamiętam letnie burze. Siedziałem w stodole na sianie i patrzyłem na deszcz. Informacje o oberwaniach chmury oglądałem w wiadomościach zajadając bułkę z dżemem. Patrząc na burze, które przeżyłem w ostatnich 5 latach w Polsce czy w czasie kiedy mieszkałem w Niemczech muszę powiedzieć, że nie przypominają one tych romantycznych chwil z dzieciństwa. Nie dalej jak w czerwcu wjechałem na autostradzie A4 w taką burzę, że kierowcy w panice zatrzymywali się na środku drogi. Mnie również to przeraziło, ale dałem radę dojechać do najbliższego zjazdu. Odnoszę więc wrażenie, że obecne zjawiska pogodowe to coś do tej pory niespotykanego w naszym regionie. Nie jest specjalistą od pogody, ale opieram się na własnych obserwacja i tę różnicę widzę wyraźnie. Zerwane dachy, podtopienia, połamane drzewa. Dzieje się i to dużo. Ludzie w tych momentach wpadają w panikę i zachowują się przedziwnie. To mnie nie dziwi.

Burze w górach
Tematem burz przechodzących przez góry nie zajmowano się do tej pory zbyt szeroko. Głównie dlatego, że tylko incydentalnie były związane z wypadkami, a o śmiertelnym porażeniu dawno nikt nie słyszał. Burze nawiedzają góry jednak bardzo często. Sam w czasie większej aktywności w Tatrach badałem ten temat i pamiętam, że trafiłem na dobry poradnik TOPRu na YouTubie. Zachęcam do obejrzenia TEGO filmu. Po jego obejrzeniu traf chciał, żeby znalazłem się w środku burzy na Rysach. Mało przyjemne miejsce. Udało mi się zastosować tylko do kilku wskazówek z materiału TOPRu. Bałem się oczywiście jak jasna cholera, ale nic mi się nie stało, a kiedy chmury się rozeszły zrobiłem jedno z moim najlepszych zdjęć w Tatrach. Przechodząc na podwórko alpejskie również wiele razy natrafiłem na burze. Może pioruny nie biły jak szalone dookoła mnie na szlaku, ale widziałem jak woda wyrywa kamienie ze stoków, a małe potoki zamieniają się w rwące rzeki. W górach to zjawiska normalne i zdaje mi się, że jeszcze bardziej ekstremalne niż na nizinach.

Magia Giewontu
Śpiący Rycerz, czyli Giewont jest ikoną polskich Tatr. To Giewont rozsyłany jest na tysiącach pocztówek, to Giewont zdobi kubki i koszulki. To właśnie Giewont najbardziej kojarzy się z Tatrami. Nic więc dziwnego, że wejście na szczyt znajduje się na liście marzeń wielu osób przybywających do Zakopanego. Ta jego popularność stała się początkiem tragedii, która miała miejsce. Spoglądając na podpowiedzi wyszukiwarki google widać, że forma pytań zadawanych w temacie Giewontu dotyczy osób bez doświadczenia górskiego. „Ile idzie się na Giewont” czy „Giewont z dzieckiem” albo „najkrótsza droga na Giewont”. Nie mam oczywiście jakichkolwiek danych, ale można wydedukować, że w szczycie sezonu Giewont chce zdobyć największa grupa niedoświadczonych turystów. Ludziom zdaje się, że skoro wszyscy idą to i ja pójdę. To moim zdaniem kolejny kamyczek do tragedii, która miała miejsce.

Burza na Giewoncie
Kto był na Giewoncie? Ja byłem raz w życiu, bo uznałem ten szczyt za mało ciekawy, zatłoczony i zupełnie nie było mi na Giewont po drodze. Kto jednak był dużo lepiej może zrozumieć sytuację w której znaleźli się turyści tego pechowego dnia. Tam w pewnym momencie po prostu nie da się zawrócić. No zaraz. Ktoś powie, że zawsze się da. Ok. Tylko do tego trzeba mieć pewne doświadczenie, a zakładając, że skały były mokre, a na nogach śliskie buty to mamy kolejny kamyczek do tragedii. Osobiście bardzo współczuję tym wszystkim, którzy tego dnia znaleźli się w czasie tej burzy na szczycie. Musiało być to traumatyczne przeżycie. Pechowo Śpiący Rycerz przyciąga ludzi bez doświadczenia i to właśnie jego brak przyczynił się do tej tragedii. Ale chwila. Co pomogłoby tu doświadczenie? Myślę, że ktoś kto choć raz przeżył burzę w górach wie o czym piszę. To się później czuje w kościach i unika się powtórki. W burzowy dzień można również wybrać inne trasy. Takie na których nie ma metalowego krzyża i łańcuchów, a szlak nie jest śmiertelną pętlą wokół skał. Nie mogę jednak założyć, że tego dnia na szczycie nie było osób doświadczonych w górskich wędrówkach. Zdaje mi się jednak, że nie będzie zbyt odważną tezą, że byli oni w mniejszości.

Burza po burzy, ale co dalej?
Szlak na Giewont zamknięty, ale najazd na Zakopane i Tatry trwa nadal. Koniec wakacji lekko odciąży góry, ale z ostatnich lat doskonale wiadomo, że ruch skończy się dopiero w okolicach listopada. Czeka nas poza tym kolejne lato i kolejne pokolenia będą chciały podziwiać piękno Tatr. W tym całym górskim szaleństwie jest coś czego nie rozumiem. Ludzie chcą oglądać górskie pejzaże, być w górach, czuć klimat i bla bla bla. Dlaczego więc zabierają się za to zupełnie ze złej strony. Nie dalej jak rok temu znalazłem 10 punktów widokowych na Tatry w które dojechać można samochodem. Ba! Opisałem też 5 miejsc w Tatrach gdzie nie ma tłumów. Moim zdaniem drogą do zwiększenia bezpieczeństwa w górach jest dobra edukacja na poziomie informacji turystycznej i kampanii – TOPRu i TPNu . To te instytucje mają największą możliwość promowania bezpiecznej turystyki dostosowanej do umiejętności i możliwości turystów. Połowa z tych szaleńców zdobywających zimą Morskie Oko i nie mogących później zejść w ciemności do auta byłaby zachwycona widokami na Tatry z Łapszanki czy Zębu. Może to zbyt odważna teoria, ale naprawdę nie wiem po co ludzie bez sprzętu, kondycji, doświadczenia ruszają w wysokie góry. Dla fotki na fejsa? Tylko czy aby nie będzie bezpieczniej zrobić takie zdjęcie z Tatrami w tle z Gilczarowa?

Długa droga
Potrafimy chodzić. Potrafimy prowadzić auto. Życie jednak pokazuje, że w sytuacjach ekstremalnych brakuje nam obycia, doświadczenia i umiejętności szybkiego podejmowania decyzji. Tych ludzi na Giewoncie w czasie burzy porównać można do kierowców, którzy nagle usiedliby na kierownicą sportowego auta. Dopóki jazda byłaby po prostej to wielu dałoby radę. Pytanie co stałoby się w momencie kiedy na drodze pojawiłyby się lód i przeszkody. Panika. Strach. Złe decyzje i ich zgubne konsekwencje. Długa droga, którą trzeba przyjąć po tej tragedii prowadzi moim zdaniem przez edukację. Powinna ona polegać na uświadamianiu ludzi, ale również tworzeniu dla nich alternatywy. Nie jest sztuką powiedzieć – nie idź na Giewont, bo nie dasz rady. Lepiej zaproponować – wejdź dzisiaj do Doliny Chochołowskiej, zdobądź najpierw Rusinową Polanę – sprawdź swoje możliwości, sprzęt i zobacz czy góry kręcą cię na tyle, żeby ryzykować w nich życie. Jeśli nie to wsiądź w auto i jedź na Bachledówkę, rozłóż koc na trawie i podziwiaj góry. To jednak długa droga. Warto moim zdaniem na nią wkroczyć.

Komentarze są wyłączone.

Chcesz być na bieżąco i nie przegapić kolejnego wpisu? Zapisz się na mój NEWSLETTER. Regularnie będę informował Cię o nowościach i ciekawostkach z moich podróży!