parallax background

Bardenas Reales

Alpejskie drogi
5 czerwca 2019

Zaczęło się od jednej fotografii. Znalazł ją w sieci mój kolega Przemek Kruk z którym fotografuję od lat. Kiedy otrzymałem link do zdjęcia z pustyni Bardenas Reales w pierwszym momencie pomyślałem, że to komputerowa wizja świata. Nie mogłem uwierzyć, że istnieje miejsce o tak niezwykłym krajobrazie. Co ciekawe zobaczyliśmy to zdjęcie tylko raz. Do tej pory nie możemy znaleźć go w sieci. Mieliśmy jednak nazwę pustyni i wystarczyło wsiąść w samolot i polecieć do Hiszpanii. Jak się później okazało na całe szczęście nie polecieliśmy tam jesienią. Wybraliśmy koniec lutego licząc na to, że powietrze będzie przejrzyste i klarowne.

Jak dojechać?
Opcji jest kilka. Dla nas oczywiste było, że polecimy na Półwysep Iberyjski samolotem i wynajmiemy auto na miejscu. Ze względu na pasujące połączenie wybraliśmy lot z Katowic do Barcelony. Cena była korzystna i godzina lotu również nie krzyżowała nam planów. Przy okazji pobytu w Barcelonie chcieliśmy zajrzeć na trening formuły 1, żeby zobaczyć Roberta Kubicę w akcji. Pechowo trafiliśmy na dzień w którym jeździł drugi kierowca z teamu. Nie zmienia to faktu, że wizyta na Circuit de Barcelona-Catalunya była genialnym przeżyciem. Na miejsce dolecieliśmy tuż po 21.00. Wynajęliśmy samochód i pojechaliśmy do hotelu. Tu spotkała nas pierwsza niespodzianka. Wejście było otwarte, ale recepcja była pusta. Numer telefonu spisany z drzwi nie odpowiadał. Tak oto poznaliśmy hiszpański styl luźnego podejścia do wszystkiego. Ktoś z obsługi pojawił się po 40 minutach i z uśmiechem podał nam klucz, który cały czas leżał na ladzie. Już po tym pierwszym spotkaniu wiedzieliśmy, że kontakt po angielsku czy niemiecku będzie mocno utrudniony. Barcelonę od pustyni Bardenas Reales dzieli około 400 km. W zależności od wybranego wariantu trasy trzeba założyć około 4 godziny jazdy samochodem. Autostrady zaskoczyły nas pustkami i brakiem restauracji. Przejazd do zjazdu w Tudeli kosztował około 35 euro. Przewidując problemy z zaopatrzeniem zrobiliśmy spore zakupy w Mercadonie. Wynajęliśmy przestronny apartament w samym centrum Arguedas. Tutaj również mieliśmy problem z dogadaniem się z obsługą. O ile ogarnięcie klucza i pokoju było proste to nadal mało wiedziliśmy gdzie się ruszyć. Informacji o tej pustyni jest jak na lekarstwo. Kiedy zapytaliśmy panią, która wydawała nam klucze do pokoju gdzie się udać pokazała nam palcem na mapie obszar wielkości połowy Śląska.

Jak to ogarnąć?
Sprawa jest skomplikowana. Orientację w terenie utrudnia fakt, że zdjęcie satelitarne na mapach google wygląda jak jedna wielka plama. Piaszczyste drogi prawie wcale nie wyróżniają się na tle rozległych pustkowi. Trochę zaryzykowaliśmy, że mając w pamięci tamto zdjęcie Zalby uda nam się dotrzeć w wymarzone miejsce. Na polskojęzycznych stronach znaleźć można jedynie powielane informacje o Bardenas Reales. Po angielsku było podobnie. Sporo było po hiszpańsku, ale nigdzie nie udało się nam znaleźć mapki, planu szlaków czy informacji praktycznych. Cały temat bowiem komplikują dwie sprawy. Pierwszy to rezerwat biosfery. Drugi to poligon wojskowy. Jednak nawet po powrocie nie mam bladego pojęcia czy nie złamaliśmy jakiegoś przepisu. Dopiero po czasie doczytałem, że spora część miejsc jest zamknięta od lutego do września. Powiedział mi o tym Karol Nienartowicz, który wybrał się na plener do Hiszpanii. Sam podpowiadałem mu gdzie się udać, a na miejscu spotkała go niemiła niespodzianka w postaci zakazu wstępu. My widzieliśmy tablice, ale były one puste. Było to lekko dziwne, ale przez te 3 dni nie spotkaliśmy tam nikogo kto mógłbym nam coś powiedzieć. Tylko raz trafiliśmy na „strażnika parku”, który łamanym angielskim powiedział, że musimy opuścić park godzinę po zmroku. Jest to dziwne, bo byliśmy tam na nocnych zdjęciach i panuje tam spory ruch. Nie brakuje też kamperów czy ludzi śpiących w samochodach. Podsumowując więc byliśmy jak dzieci we mgle. Mając do dyspozycji kilka zdjęć z sieci zaczęliśmy poszukiwania.

Igła w stogu siania
Posiadając już sporo wiedzy o Bardenas Reales muszę powiedzieć, że jest to miejsce przedziwne. Skracając przydługi proces szukania wybranego miejsca muszę stwierdzić, że nigdzie na świecie nie spotkałem się z taką pustką informacyjną. Kiedy już znaleźliśmy parking i nikłą ścieżkę było jedynie kwestią czasu dotarcie do celu. Początkowo idzie się wyraźną ścieżką, która im dalej w głąb masywu Pisquerra zaczyna się rozdzielać i prowadzić w różne ślepe zaułki. Parliśmy jednak do przodu, bo odnaleźliśmy górę, która zapamiętaliśmy na zdjęciu. Wędrowało się tam bardzo przyjemnie. Mnie co rusz porywały nowe kadry i dotarcie na przełęcz zajęło nam ponad godzinę. Normalnym tempem można tam dojść z parkingu w 15 minut. Kiedy już stanęliśmy na niewielkiej przełęczy dosłownie zaniemówiłem z wrażenia. Naszym oczom ukazał się niezwykły krajobraz gór błota, które wyglądały jakby ktoś powyciskał je widelcem. Tak jak czasami domyka się ciasto w pierogach. Tutaj z bliska zobaczyliśmy z czego zbudowane są te góry. To błoto i kamienie. Wyschnięte na wiór, spękane od palącego słońca zastygły w bezruchu. Ruszają z impetem po każdej większej burzy czy ulewie. Wtedy Bardenas Reales może stać się śmiertelną pułapką. Dopiero z przełęczy zobaczyliśmy nas cel. Mały budynek, który był bardzo charakterystyczny na zdjęciu hiszpańskiego fotografa. Chcąc dostać się do niego musieliśmy pokonać mocno zniszczone schody. Muszę przyznać, że to wejście było niebezpieczne. Wędruje się przecież po zaschniętym błocie, które przy dużym nachyleniu staje się bardzo śliskie nawet jeśli jest suche. Dotarliśmy do chatki i kolejny raz zaniemówiliśmy. Ten widok jest po prostu imponujący.

Bardenas Reales praktycznie
Zdobycie wiedzy o tym miejscu kosztowało mnie sporo czasu. Myślę jednak, że podzielenie się tą wiedzą ułatwi innym fotografom zorganizowanie pleneru w tym niezwykłym miejscu europejskiej ziemi. Na mapce poniżej zaznaczyłem wszystkie kluczowe miejsca. Każdemu przed wyjazdem polecam doinformowanie się o możliwości poruszania się po szlakach. Szlakach? No nie wiem czy tak można nazwać te nikłe ścieżki. W czasie naszego pleneru spotkaliśmy kilka innych osób, które pokonywały tę samą drogę. Nie zakładam więc, że złamaliśmy jakiś przepis parku. Tłumacząc jednak w translatorze teksty z oficjalnej strony Bardenas Reales nie zrozumiałem zbyt wiele. Dla własnego bezpieczeństwa sfotografowałem puste tablice ;-) Przedstawiam też kilka zdjęć, które po kliknięciu przeniosą Was do Google Maps. To powinno ułatwić sprawę. Chcąc wędrować po tej pustyni najlepiej zabrać wygodne górskie buty. W lutym temperatura oscylowała w okolicach 20 st.C. Wiał dość mocny wiatr, który momentami było nieprzyjemny. Zdecydowanie (nawet w lutym) polecam zabranie czapki z daszkiem. Zimową porą w Polsce może to nie być zbyt oczywiste. Nocleg najlepiej znaleźć w Arguedas. Dojazd stamtąd do ciekawych miejsc zajmuje około 15 minut. Cenowo było bardzo przystępnie, a rezerwacji dokonaliśmy przez booking.com dzięki czemu nie było problemów z płatnością na miejscu. Gorzej wygląda sprawa z jedzeniem. Po dwóch dnia poddaliśmy się i przestaliśmy szukać sensownej knajpy. W pobliskiej Tudeli nie brakuje wysoko ocenianych restauracji, ale pory ich funkcjonowania kłóciły się z porami fotografowania. Skazani byliśmy więc na Mecadonę i Lidla. W naszym miasteczku tuż obok znaleźliśmy pierkarnię z pysznym pieczywem. Dobry obiad zjedliśmy dopiero w Barcelonie.

Pustynny raj
Polecam to miejsce wszystkim miłośniom fotografii krajobrazu. Nie jest to proste miejsce do fotografowania. Rozprasza pewna „nowość” oglądanego obrazu. Zachwyt miesza ze zdziwniem i patrząc na pierwsze zdjęcia jakie tam wykonałem widzę, że uległem jakiemuś zaćmieniu. Z czasem było tylko lepiej. Niestety największą bolączką Bardenas Reales będzie nudne niebo. Nam tylko raz trafiły się delikatne chmurki na niebie i one zrobiły niesamowitą robotę. Warto zmierzyć się z tym tematem dopóki nie stał się jeszcze mekką fotografów jak Lofoty czy Dolomity.

W razie pytań piszcie śmiało na adres: gospodarek.foto@gmail.com



Kliknij na zdjęcie poniżej, żeby zobaczyć jego lokalizacje na mapie.

_G193709

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Chcesz być na bieżąco i nie przegapić kolejnego wpisu? Zapisz się na mój NEWSLETTER. Regularnie będę informował Cię o nowościach i ciekawostkach z moich podróży!