parallax background

Szczeliniec Wielki

Zima na Podlasiu
6 stycznia 2020
Jan Gospodarek
21 lutego 2020

Szczeliniec Wielki

Szczeliniec Wielki jest górą niezwykłą. Oglądany z daleka rzeczywiście przypomina stół. To właśnie od tego wyglądu swoją nazwę wzięły Góry Stołowe. Są to jedyne w Polsce góry płytowe. Przed milionami lat na tych terenach znajdowało się morze. Na jego dnie osadzały się materiały o różnej miąższości i odporności tworząc z czasem piaskowcowe ławice skalne. Na skutek działania wody, wiatru i temperatury od niemal 70 mln lat zachodzi tutaj proces erozji, czyli powolnego wietrzenia skał. Z uwagi na zróżnicowaną budowę geologiczną nie następuje on równomiernie i dlatego poza „stołowymi” kształtami podziwiać możemy w okolicy np. Skalne Grzyby czy kluczyć w labiryncie Błędnych Skał. Ten region od wieków cieszy się ogromny zainteresowaniem turystów. Trudno się temu dziwić, bo niczym magnes działa skamieniały wielbłąd, kwoka czy małpolud. Skały o przedziwnym kształcie fascynują i zachęcają do odwiedzin kolejne pokolenia ciekawskich.

Historia na stole

Na szczycie Szczelińca Wielkiego, nieopodal schroniska, możemy zobaczyć przytwierdzoną do skały tablicę pamiątkową poświęconą osobie Franza Pabla. Niewiele osób zdaje sobie sprawę jak ważną rolę w popularyzacji Szczelińca odegrała jego osoba. Sama góra znalazła się w kręgu szerszych zainteresowań około 1790 r. Choć położony u jego podnóża Karłów powstał 60 lat wcześniej ten zakątek Sudetów nie przyciągał zbyt wielu odwiedzających. Oczami wyobraźni można zobaczyć kiepskiej jakości drogi, które wiodły na górę od strony Radkowa czy Kudowy. Niewielka osada Karlsberg utworzona przez cesarza Karola VI swoją nazwę zawdzięcza właśnie jemu. Jego mieszkańcy musieli wykarczować otaczający okolicę gęsty las. Legendy wspominają o wielkim pożarze karczowiska, który miał użyźnić glebę. Swoją drogą etymologia nazwy Szczelińca Wielkiego jest bardzo ciekawa. Jego niemiecka nazwa brzmiała Heuscheuer co oznacza stodołę. Rzeczywiście z daleka przypomina on okazały budynek. Po wojnie nadano mu spolszczoną nazwę Hejszownia. Tak do dziś funkcjonuje jego nazwa u naszych czeskich sąsiadów, gdzie Szczeliniec nosi miano Velká Hejšovina.

Franz Pabel

Wróćmy jednak na chwilę do osoby Franza Pabla. Uważa się go za pierwszego urzędowo zatwierdzonego przewodnika górskiego. Ten tytuł otrzymał w 1813 r. Stał się oficjalnym opiekunem góry odpowiedzialnym za pobieranie opłat i oprowadzanie turystów. Sława Szczelińca Wielkiego rosła w siłę po wizycie króla Fryderyka Wilhelma II w 1790 r. i słynnego poety Goethego. Im więcej się o nim mówiło, tym większe rzesze ciekawskich chciały go zobaczyć. O wzroście popularności świadczy fakt, że już w 1804 r. za wejście na jego szczyt pobierano opłatę. Wiele z działań podjętych przez Franza Pabla wpłynęło niezwykle korzystnie na zagospodarowanie Szczelińca. Podstawową sprawą były kamienne schody dzięki którym turyści mogli dostać się na szczyt skalnego stołu. Odnalezione na szczycie ślady świadczą o tym, że już w 1576 r. zdobył go bliżej nieznany mnich, który pozostawił po sobie ślad na skale. W 1814 r. powstała pierwsza namiastka dzisiejszego schroniska, w której turyści mogli przeczekać gorszą pogodę i posilić się przed dalszą wędrówką. Ten budynek, choć jeszcze nie schronisko, uznaje się za pierwszą tego typu budowlę w Sudetach wzniesioną wyłącznie z myślą o turystach. Przybywający wówczas na szczyt mogli zobaczyć jedynie namiastkę tego co udostępnione jest dzisiaj. Trasa przez skalny labirynt na szczycie mocno ewoluowała. Dzięki pomysłowości Pabla zapanowała moda na Szczeliniec. Zwiększająca się ilość turystów sprawiła, że w 1845 r. na jego szczycie stanęło pokaźnych rozmiarów schronisko górskie. Ciekawym i obecnie zapomnianym przeżyciem rodem z XIX w. było podziwianie w górach wschodu słońca (popularne również na Śnieżce). Dzięki możliwości noclegu szczyt stał się jeszcze bliższy turystom, którzy chcieli podziwiać ten poranny spektakl. Franz Pabl zmarł w 1861 r., a jego dzieło było kontynuowane. „Szwajcarkę” na szczycie wydzierżawił Klemens Stibler. On również dążył do rozwoju Szczelińca. Wydłużył trasę prowadząc ją przez Piekiełko i Czyściec, a także wytyczył na szczyt szlak z pobliskiej Pasterki. Rozwój kolei, poprawa jakości dróg i ogólny rozwój turystyki sprawiły, że już w XIX w. na Szczeliniec ciągnęły istne tłumy ludzi.

Szczeliniec Wielki zimą


Od wielu lat odwiedzam Szczeliniec Wielki zimą. Upodobałem sobie taką porę roku głównie ze względu na mniejszą ilość turystów i specyficzny mikroklimat, który panuje w tym malowniczym zakątku Parku Narodowego Gór Stołowych. W Radkowie może być wiosennie, ale już po pokonaniu pierwszych metrów na Drodze Stu Zakrętów trafia się do innego, zimowego świata. Tak było i w tym roku kiedy kolejny raz wspiąłem się na ten magiczny szczyt. Podziwiałem z niego niemal wiosenne pola, a sam stałem w lodowej krainie. Wejście zimą na Szczeliniec Wielki utrudnia zalegający na schodach śnieg, który wyślizgany przechodzi w lód. Co bardziej przezorni turyści ruszają na górę w rakach lub raczkach, bo to nie tylko ułatwia wejście, ale i zwiększa bezpieczeństwo. Schody są co prawda ogrodzone barierkami, ale w wielu miejscach bez raków przejście jest bardzo nieprzyjemne. Mijałem oczywiście rozweselone grupki turystów w „kozakach” na śliskiej podeszwie, ale to już co kto lubi… Przed wejściem na trasę turystyczną widzimy też informacje, że nie jest ona utrzymywana zimą i wchodzimy tam na własną odpowiedzialność. Każdemu kto chciałby zobaczyć jak piękny jest Szczeliniec Wielki zimą polecam takie mini-raczki, które sprawdzą się idealnie. Poza walką ze śliskim podłożem trzeba też pamiętać, że nawet jeśli w Karłowie wieje przyjemny wiosenny wiaterek to na szczycie mogą panować zgoła inne warunki. W Piekiełku śnieg potrafi zalegać jeszcze w maju. Sam Szczeliniec Wielki osiąga wysokość 919 m n.p.m i może zmylić niejednego turystę. Pamiętam jak zmarzłem w czasie pierwszego pobytu na szczycie niemal 20 lat temu choć na dole panowała już wiosna.



Szczeliniec Wielki dzisiaj

Poznając bliżej historię Szczelińca Wielkiego doskonale widać, że jego sława nie blednie. Tak jak przed wiekami swoją urodą i niezwykłością wciąż przyciąga tłumy turystów. Najlepiej można przekonać się o tym w czasie majówki czy w szczycie sezonu letniego. Parkując u stóp góry początkowo idziemy drogą wzdłuż kramów z pamiątkami, a następnie pokonujemy ponad 600 schodów prowadzących na szczyt. Po około 15 minutach spokojnego podchodzenia dochodzimy na niewielką przełęcz rozdzielającą Mały i Wielki Szczeliniec. Obszar Małego Szczelińca objęty jest ścisłą ochroną i wyłączono go z ruchu turystycznego. Skręcamy w prawo i po kolejnych schodach i skalnych przejściach dochodzimy po około 10 minutach do schroniska PTTK. Tutaj z tarasów widokowych można podziwiać przepiękną panoramę okolicy. Z tego miejsca doskonale widać również czemu zawdzięczają swoją nazwę Góry Stołowe. Spragnieni wrażeń ruszamy dalej na trasę prowadzącą na drugą stronę skalnego stołu. Mijamy kasę biletową i po chwili docieramy do Wielbłąda i Fotela Pradziada. Letni wariant trasy prowadzi przez wspomniane już Piekiełko, a w czasie ostatniej wizyty zimą 2020 r. zauważyłem, że udostępniono bezpieczniejsze i krótsze przejście prowadzące wśród labiryntu skał po samym szczycie. Niezależnie od wariantu docieramy na drugą stronę gdzie znajdziemy dwa tarasy widokowe. Zobaczymy z nich Karłów w całej okazałości, a także górującą nad nim górą Ptak z Fortem Karola. Na dół zejdziemy inną trasą, bo szlak na szczycie jest jednokierunkowy. Warto o tym pamiętać i nim ruszymy na trasę przez szczyt.



Szczeliniec Wielki o wschodzie słońca


Czy XIX-wieczni turyści mieli rację, że warto wybrać się na Szczeliniec Wielki o wschodzie słońca? Zdecydowanie tak! Na całe szczęście nie musimy dzisiaj przeżywać katuszy wczesnego wstawania i podróżować w nocy, żeby zobaczyć wschodzące słońce ze skalnego stołu. Dzięki schronisku PTTK mamy możliwość podziwiania dwóch najpiękniejszych pór dnia. Zachodu i wschodu słońca. Nie są to wyłącznie pory dnia dla fotografa. Zapewniam, że każdego, nawet mało wrażliwego turystę, czy górołaza poruszą takie widoki. Poranne słońce, które powoli zalewa okoliczne pola i delikatnie muska skały jest po prostu niezwykłe. Częstym zjawiskiem są również snujące się poniżej mgły, które zdają się tańczyć poruszane podmuchami wiatru. Zachody słońca mają w sobie również coś magicznego. Po całodziennym gwarze zapada tu błoga cisza i właśnie wtedy można w pełni nasycić się górskimi widokami.

Komentarze są wyłączone.

Zapisz się na mój newsletter!
100% ciekawych treści!
* pola wymagane