parallax background

Nordkapp zimą

Wystawa “Polskie góry”
16 kwietnia 2019
Porwane przez wiatr słowa znikały w odchłani nocy nad falami Morza Barentsa. Termometr wskazywał -5 st.C. Szalejący na Przylądku Północnym wiatr skutecznie obniżał temperaturę jeszcze o kilka stopni. Księżyc niczym latarnia świecił na niebie pełnym gwiazd. Srebrzyste światło zalewało morskie fale uderzające o klif. W mojej głowie krążyły rozpędzone myśli. Dopiero kiedy spojrzałem na północ zrozumiałem co się stało. Jeden dzień. Trzy kraje. Ponad 850 km. Prawie 10 godzin za kierownicą. Tuż po 5.00 wyruszyłem z końca Zatoki Botnickiej i przemierzyłem malowniczą Szwecję, Finlandię i Norwegię. Kiedy słońce wstawało nad Luleą z której wyjeżdżałem trudno było myślą ogarnąć to co czekało mnie tego dnia. Wielką niewiadomą była pogoda. W ciągu tych kilkunastu godzin zmieniła się kilkukrotnie.

Wyjechałem w słońcu. Po drodze w kierunku koła podbiegunowego przejechałem kilka razy przez gęstą jak mleko mgłę, byłem oślepiany słońcem, a później jechałem po szaroburym niebem. Finlandia przywitała mnie zimą jak z bajki. Szron na drzewach. Drogi białe. Wjeżdżając do Norwegii w okamgnieniu zobaczyłem różnicę. Zmienił się kolor pasów na jezdni i momentami pojawiał się suchy asfalt. Zamontowane w oponach mojej Mazdy CX-5 kolce były wybawieniem w tej sytuacji. Średnia prędkość z jaką jechałem oscylowała w okolicach 90 km/h. Na licznych ograniczeniach zwaliałem do 40 czy 50 km/h, a później dynamicznie nadganiałem. Z tyłu głowy miałem godzinę 18.30. Wtedy właśnie miałem stawić się przy szlabanie ostatniego odcinka drogi na Nordkapp. Zimą wjeżdża się tam (o ile jest to w ogóle możliwe) w towarzystwie pługu. Konwój rusza o określonej godzinie i wraca również w ustalonym czasie. Musiałem zatem się wyrobić. Prognozy pogody na kolejny dzień były takie, że nie było mowy o tym, żeby bezpiecznie tam dotrzeć. W wyspę Magerøya uderzyć miał huraganowy wiatr.
Wróćmy jednak do wnętrza Mazdy, którą miałem przyjemność podróżować. Pod maską skryło się 184 koni mechanicznych i ponad 2 litrowy silnik diesla. Napęd 4x4 i wszystkie systemy trakcji sprawiły, że podróż była naprawdę przyjemna. Wnętrze wykończone z dbałością o detale w wersji SKYDREAM zrobiło na mnie naprawdę ogromne wrażenie. Średnie spalanie wyniosło 6.5 l/100 km. Automatyczna skrzynia biegów i tempomat ułatwiały sprawę. Udało mi się utrzymać średnią prędkość w okolicach 90 km/h i dodają do tego małe postoje, tankowanie połączone z szybkim obiadem podróż zajęła mi idealnie tyle czasu ile założyłem. Na koniec ciśnienie podniósł mi niefrasobliwy kierowca, który zablokował drogę na około 30 minut. Chciał wjechać z dwoma kontenerami pod górę w boczną drogę i dopiero po skręcie zorientował się, że nie da rady. Wtedy było już za późno i rozpoczęła się akcja z łańcuchami, rozpinaniem składu i ruszaniem pod górę w tej mało komfortowej sytacji. Na miejsce dotarłem więc idealnie o czasie, a ostatnie 25 km pokonałem właśnie za pługiem, który miał zaprowadzić mnie do celu.

Jakie to uczucie patrzeć w czarną odchłań morza ze świadomością, że gdzieś tam w oddali jest już tylko biegun i Grenlandia? Trudno opisać to słowami. Stojąc nad brzegiem urwiska z całym światem za plecami przed oczami miałem pustkę. Dopiero kiedy zacząłem wracać w kierunku domu uświadomiłem sobie jak daleko dotarłem. To co niegdyś było dostępne jedynie dla wytrwałych podróżników dzisiaj stało się możliwe niemal dla każdego. Dzięki tunelom, mostom i wykutym w skale drogom dotrzeć można tutaj na kołach. Nordkapp to najdalej na północ wysunięty punkt połączony z siecią drogową. Mylnie podawany jest za najdalej wysunięty na północ punkt Europy. Ten właściwy znajduje się 4 km dalej na północny zachód i nosi niewymawialną dla Polaka nazwę Knivskjellodden. Pomijając jednak te wszystkie dywagacje trzeba powiedzieć, że wizyta na Nordkapp zimą to niesamowite przeżycie. Wielokrotnie w czasie tej podróży cieszyłem się, że chroni mnie ciepłe wnętrze Mazdy. Ta północna kraina jest równie piękna co nieobliczalna i niebezpieczna. Warto przeżyć jednak te kilkatysięcy kilometrów przygody, żeby choć na chwilę poczuć się jak na końcu świata. To przecież dopiero początek przygody, bo pozostaje jeszcze powrót.

Komentarze są wyłączone.

Chcesz być na bieżąco i nie przegapić kolejnego wpisu? Zapisz się na mój NEWSLETTER. Regularnie będę informował Cię o nowościach i ciekawostkach z moich podróży!