parallax background

Maki

Chata Wędrowca
15 lipca 2019
10 zamków na Dolnym Śląsku, które warto zobaczyć
10 sierpnia 2019

Przygotowując okładkę do mojej nowej książki napotkałem na spory problem. Całą sprawę skomplikowały maki. Piękne, żywo czerwone polne maki. Ich konkurentem był górski pejzaż. Zdania nadal były podzielone, a ja myślami na chwilę uciekłem na wiosenne łąki. Kilka osób zwróciło uwagę na pewną banalność tego pejzażu. Zgodzę się z tym. Muszę jednak przyznać, że te polne kwiaty zawsze przykuwały moją uwagę. Bywały lata, że wręcz tropiłem pola z makami i czekałem na odpowiednie światło, żeby je sfotografować. Czy ta moja fascynacja wzięła się znikąd?

Sięgnąłem do historii sztuki. Claude Monet czy Vincent van Gogh malowali piękne, nostalgiczne pejzaże z polami pełnymi maków. One idealnie pasują do stylów tych malarzy. Maki są przecież nikłe i bardzo nietrwałe. Są symbolem snu i ziemi. Mało kto wie, że są roślinami jednorocznymi i rosną głównie na pustych przestrzeniach. Złą sławę zawdzięczają swojej odmianie z której można wyprodukować narkotyki. Występują w wielu miejscach na półkuli północnej. Nie są niczym innym jak chwastem, dlatego tam gdzie prowadzi się agresywną gospodarkę rolną maki praktycznie zniknęły z pola widzenia. Na jednej z niemieckojęzycznych stron znalazłem informację, że maki uznaje się za narodowy symbol Polski, a imię pierwszego władcy Mieszka I ma swoje korzenie właśnie w nazwie jednej z odmian maku. Szukając potwierdzenia tych informacji niestety nie znalazłem niczego konkretnego. Brzmi jednak bardzo poetycko.

W Polsce maki pojawiają się najczęściej na nieużytkach i w przydrożnych rowach. Wydaje mi się, że w ostatnich 5 latach pojawia się ich coraz więcej. Moje archiwum zdjęć każdego roku wzbogaca się o kolejne kadry. Dlaczego więc akurat to zdjęcie z Pogórza Kaczawskiego uznałem za godnego pretendenta od okładki?

Pamiętam bardzo dobrze ten upalny, czerwcowy dzień. Spojrzałem przez okno w Monte Cumie i moim oczom ukazało się czerwone pole. Wybiegłem w klapkach i z pośpiechem zjechałem kawałek poniżej bazaltowego wzgórza, żeby zobaczyć je z bliska. Poprzedniego dnia nie było widać ani jednego maka. Tego poranka moim oczom ukazało się falujące na wietrze morze maków. Były pierwszej świeżości. Poranne promienie słońca zalały łąkę, a kwiaty złapały pierwszy oddech. Nigdy jeszcze nie widziałem tak idealnych maków. Jak na złość jedynie niebo nie współpracowało. Byłem tam wtedy kilkanaście dni bez przerwy. Uznałem, że trafię na chmury. Tak też się stało, ale maki były już inne. Spalone słońcem, przygłuszone innymi roślinami. To nie było już to co tego pierwszego poranka. Jeszcze wiele razy zatrzymywałem samochód przy tym polu i za każdym razem wracałem zawiedziony.

Banalne, trywialne i pospolite. Tak określono to zdjęcie w dyskusji. Kiedy jednak przekopuję galerie internetowe w poszukiwaniu zdjęć z makami widzę zazwyczaj piękne zbliżenia czy pozbawione tła zbożowo-kwietne kompozycje. Bardzo trudno jest spotkać pole maków z ciekawym tłem. Mnie udało się to pierwszy raz mimo że szukam maków od 12 lat każdej wiosny...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Chcesz być na bieżąco i nie przegapić kolejnego wpisu? Zapisz się na mój NEWSLETTER. Regularnie będę informował Cię o nowościach i ciekawostkach z moich podróży!