parallax background

Fotograficzny potencjał miejsca

Sądecczyzna, czyli polska Toskania
19 listopada 2019

Fotograficzny potencjał miejsca. Brzmi górnolotnie, ale w najprostszym tłumaczeniu jest to po prostu chłodna ocena możliwości fotograficznych oglądanego miejsca. Wiele osób pyta mnie oto jak znajduję lokalizację w których fotografuję. Postanowiłem pochylić się nad tym tematem i podzielić się wiedzą, którą zebrałem w ciągu wielu lat pracy. Sprawa jest dosyć złożona i może zainteresować osoby z różnych branży, nie tylko fotograficznej. Znalezienie odpowiedniego miejsca do zdjęć to często 90% sukcesu. Pozostałe 10% to światło, czas i odrobina szczęścia.



Jak szukać miejsc na plener?
Najprostszym sposobem jest internetowa archeologia, czyli poszukiwanie „ładnych obrazków”. Można używać do tego Instagrama lub po prostu wyszukiwarki google. Później wystarczy zlokalizować dane miejsce na mapie, zaznaczyć punkt i gotowe. Czasami jednak autorzy nie podają lokalizacji i trzeba uruchomić głębsze poszukiwania. Wszystko jest jednak do odnalezienia. Zapewniam. Mapy satelitarne bardzo ułatwiają sprawę. W ten sposób możemy stworzyć bazę ciekawych miejsc, w których potencjalnie chcielibyśmy fotografować. Można szukać ich w przeróżnych kluczach – kierunku urlopowego, ulubionego tematu w fotografii czy planowanej podróży służbowej. Często wybieram jakiś region np. okolice Tykocina. Wtedy przekopuję internet w poszukiwaniu zdjęć, przyporządkowuję je do miejsc i mam gotowy plan działania. Mając kontakt do autora zdjęcia można zawsze po prostu zapytać o dokładną lokalizację. Ja zawsze odpowiadam. Wielu fotografów robi z tego tajemnicę i wiadomość pozostanie bez odpowiedzi. Alternatywą dla internetu są albumy fotograficzne, przewodniki turystyczne, ale to dość archaiczny sposób. Zdarza się jednak, że mając obrany kierunek znajdziemy dokładne opracowanie miejsc plenerowych. Z takimi ebookiem pojechałem na Lofoty razem z Łukaszem Kuczkowskim. Podróżowaliśmy we dwójkę, a cały czas był z nami Cody Duncan w postaci PDFa w telefonie.

Potrzeba oryginalności
To co opisałem wyżej skupia się głównie na powielaniu kadrów. Nie oszukujmy się. Tak działa dzisiejszy świat fotografii. Jest to zrozumiałe, bo zapracowani ludzie nie mają czasu na tygodniowe wyprawy po 1 kadr. Wolą dobrze przygotowane akcje – 10 pewniaków i do domu. Można jednak iść pod prąd nawet przy małej ilości czasu. Musi jednak obudzić się w fotografie potrzeba oryginalności. Takie działania polecam rozpocząć w swojej najbliższej okolicy, bo dzięki temu wypracujemy warsztat i poznamy pewne schematy. Jest to też pewnego rodzaju ryzyko. Fiaskiem jest w tym przypadku powrót do domu bez zdjęć. Często dzieje się tak dlatego, że fotografowie opierający się jednie na oglądanych wcześniej obrazkach nie potrafią ocenić fotograficznego potencjału danego miejsca. To trzeba mieć w oczach. Takie specjalne filtry podłączone do wyobraźni, które miejsce oglądane w pełnym słońcu pokażą nam w głowie w innej porze dnia. Tutaj pomocne są aplikacje w telefonie (albo kompas), żeby określić kierunek słońca. Jak się do tego zabrać?

Fotograficzny potencjał miejsca
Mam asa w rękawie, czyli przykład idealny. Październik. Jesień. Jezioro Żywieckie. Godzina 13.00. Słońce w najgorszym położeniu dla fotografa. Zajrzałem do sieci i nie znalazłem ciekawych galerii z Jeziorem Żywieckim. Czy to oznacza, że ten potencjał nie istnieje? Mnie skusiło sprawdzenie tego i zacząłem działać. Pierwszym etapem jest rekonesans bez fotografowania, a co za tym idzie bez stresu. Chłodne spojrzenie. Znalazłem na mapie kilka miejsc w których mogłem dojechać samochodem do brzegu. To było moje założenie, bo przy jesiennym wschodzie słońca szkoda czasu na długie spacery. Odwiedziłem trzy lokalizacje. Każdą z nich spokojnie obszedłem, popatrzyłem i zrobiłem kilka poglądowych zdjęć. Z tych trzech miałem jednego pewniaka i dwa zapasowe. Po powrocie do hotelu jeszcze raz na chłodno wszystko przeanalizowałem i zasypiając wiedziałem gdzie pojadę. Miałem plan A, plan B i plan C.

Światło
Moja zatoczka za dnia wyglądała paskudnie. Kiedy dotarłem tam o wschodzie słońca to miejsce wyglądało zupełnie inaczej. Pierwszym elementem, który jest istotny w ocenie potencjału miejsca jest światło. Nie ma sensu pojawiać się gdzieś o złej porze. Tutaj słońce wstało idealnie na końcu zatoczki. Spoglądając wcześniej zauważyłem, że spokojnie znajdę kadry na teleobiektyw i szeroki kąt. Ilość łódek na pierwszym planie była zadowalająca. Ładnie układały się w kadrach, a słońce miałem z dobrej strony.

Pogoda
Kluczowa sprawa i na nią patrzeć trzeba za każdym razem inaczej. W lesie marzę o deszczu, na szczycie góry o mgłach poniżej mnie, a nad jeziorem o niezbyt gęstym zamgleniu. Nie ma złej pogody do fotografowania. Są jedynie źle dobrane miejsca. Zapewniam. W mojej układance kluczowa była mgła. Proste działanie: jesień + woda + niska temperatura + brak wiatru = mgła. W 99% mgła, ale zawsze pozostaje 1% zaskoczenia kiedy mgły nie ma. Tutaj była kluczowa, bo musiała skryć sporo „dziadostwa” w kadrze. Po pierwsze linię wysokiego napięcia, a po drugie budynki w tle. Oceniając fotograficzny potencjał danego miejsca trzeba przypasować go nie tylko do pory dnia (układ światła), ale też do pory roku i odpowiedniej pogody. Gdyby na jeziorze był lód nie byłoby sensu pojawiać się w tej zatoczce. Nie miałaby sensu również wizyta wieczorem, bo w kadrze miałbym zalane złotym słońce baraki i druty energetyczne. Musiała być mgła. I była.

Plan A
Poznając nowe miejsce warto mieć różne warianty „na wszelki wypadek”. Czasami dzieje się coś na co nie mamy wpływu. Kiedyś znalazłem idealne miejsce na zachód słońca i kiedy wszystko było gotowe nad wodę podjechał bus, który zbierał grupę 20 kajakarzy. Wzięli się znikąd i nagle było po zdjęciach. W takich wypadkach mam zawsze plan B i plan C. Oczywiście niekiedy te miejsca mają równy potencjał i plan A jest pierwszy ze względu na położenie. Jest też tak, że inwestując czas w znalezienie kolejnych lokalizacji możemy skorzystać z nich przy następnej okazji. Czasami jest też tak, że w ciągu jednego dnia zdołamy o różnych porach fotografować i wycisnąć z tych miejsc jak najwięcej. Trzeba je jednak zbierać.

Co jest najtrudniejsze?
Kiedy znamy już przepis, najtrudniejszą sztuką jest ocena negatywna. Są miejsca, które nie boję się tego napisać, nie mają potencjału fotograficznego. Czasami w naturalny sposób coś nie gra, a czasami rękę do tego przykłada człowiek. Najtrudniejsze jest wtedy odpuścić i szukać dalej. W tym opisywanym przypadku była to kwestia kilku litrów paliwa i 3 godzin czasu. Bywa jednak tak, że jadę na drugi koniec Europy, żeby się rozczarować. Zdarzyło mi się również kilka razy będąc gdzieś wiosną, że odwiedzane miejsce kwalifikowałem na zimowy plener i musiałem czekać kilka miesięcy, żeby sprawdzić czy ten potencjał rzeczywiście tam jest. Trzeba być cierpliwym.

Po co mi ta umiejętność?

Można zastanawiać się w dobie hasztagów, dokładnych lokalizacji na mapie po co komu umiejętność szybkiej oceny fotograficznego potencjału miejsca. W mojej pracy jest to podstawa. Podróżuję bardzo dużo i w 2019 roku odwiedzałem w 90% miejsca nowe. To wymusza na mnie szybkie działanie. Pod taką presją działałem na Nordkappie, na hiszpańskiej pustyni Bardenas Reales czy na polskich Kaszubach. Osobiście nudzi mnie ciągłe powtarzanie znanych mi kadrów. Oczywiście są takie, które chcę mieć do kolekcji, ale najbardziej cieszą mnie te, które odnajdę sam.

Fotograficzny potencjał miejsca w praktyce
Umiejętność szybkiej oceny to jedno. Drugą sprawą jest umiejętność wykorzystania tego miejsca. Nie mam tak pojemnego umysłu, żeby to wszystko zapamiętać. Przez wiele lat stale korzystałem z notesu i notowałem najważniejsze punkty z danej lokalizacji. Kilka przeprowadzek sprawiło, że przeniosłem się z tym w cyfrowy świat map google. Dają one zalogowanemu użytkownikowi możliwość tworzenia katalogu miejsc, a w bardziej rozbudowanej opcji „moje mapy” każdy punkt można opisać własną notatką. Te listy i mapy mają domyślne ustawienia prywatne, więc dopóki nie podzielimy się nimi ze światem to nikt ich nie znajdzie (poza robotami googla).

P.S.
Jakie są moje tegoroczne odkrycia? Pokazałem Wam tutaj galerię zdjęć znad Jeziora Żywieckiego. Był to jednak krótki, jednorazowy plener (póki co, pozostały mi przecież miejsca B i C). Myślę, że moim największym odkryciem, które najbardziej mnie cieszy jest Sądecczyzna. Działa tam wielu fotografów, ale szczerze nie widziałem w ich zdjęciach takiego potencjału jaki znalazłem na miejscu. Więcej o tych poszukiwaniach możecie przeczytać TUTAJ.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Chcesz być na bieżąco i nie przegapić kolejnego wpisu? Zapisz się na mój NEWSLETTER. Regularnie będę informował Cię o nowościach i ciekawostkach z moich podróży!