parallax background

Mój Beskid Niski

Pogórze Rożnowskie
11 czerwca 2020
sądecczyzna
Sądecczyzna 2.0
15 lipca 2020

Beskid Niski

Beskid Niski od wielu lat sprawia mi spory problem. Pierwszy raz wybrałem się tam na plener w 2011 roku. Upalny lipiec. Burzowe wieczory. Mgliste poranki. Przemierzyłem sporą część terenu i przeżyłem fotograficzne rozczarowanie. Jest ono o tyle dziwne, że tematów do zdjęć tam nie brakuje. Są góry, jest las, roi się od klimatycznych drewnianych cerkwi czy starych domów. W polach stoją samotne krzyże, a obok nich wśród falujących traw pasą się krowy. Z pozoru raj. Patrząc na zdjęcia czuję jednak spory niedosyt i rozczarowanie. Możliwości są dwie. Nie umiem oddać klimatu Beskidu Niskiego na zdjęciach albo ten region wymaga specjalnego podejścia, którego nie mam. Jak rozgryźć Beskid Niski?

Problem pierwszy

Beskid Niski przytłacza mnie ogromem, w którym procentowy udział wsi i dróg jest zupełnie nieproporcjonalny do reszty. Wsie są tam niczym małe kropki w dżungli. Trudno mi się w tym odnaleźć. Źle również czyta się mapę. Nie można wyczytać z niej nic konkretnego. Brakuje punktów zaczepienia. W tym oceanie zieleni panuje również spory bałagan. Wsie generują plątaniny drutów, słupów i kabli. O ile czasami dodaje to zdjęciom uroku, tak w tym przypadku mam wrażenie, że wygląda to mało ciekawie. Ten problem najprościej można zdefiniować jako brak wyróżniających się elementów. Dominuje przyroda, dość dzika i chaotyczna, którą nie bardzo potrafię okiełznać w kadrze. Włóczę się więc po drogach Beskidu Niskiego i mam wrażenie, że poruszam się po omacku. Pewnym problemem jest również sama rzeźba terenu, która mocno spłaszcza pejzaże. Tylko w okolicach Nowego Żmigrodu udało mi się znaleźć w miarę atrakcyjne punkty widokowe, które dają ciekawą perspektywę z góry. Konsekwencją tego o czym piszę w tym akapicie jest to, że moim zdaniem zdjęcia które przywożę nie są przesiąknięte wyjątkowym klimatem. Wyglądają bardzo podobnie do innych miejsc w Polsce. Brakuje mi wyróżnika.

Problem drugi

Beskid Niski to kraina z przepiękną, wielowiekową tradycją. Nie można więc patrzeć na region tylko przez pryzmat tego co jest dzisiaj. Z drugiej jednak strony odnoszę wrażenie, że nie istnieje wersja „light” dla poznających ten teren. Albo trzeba znać historię każdej wysiedlonej wsi, albo nie ma się prawa pisać o Beskidzie Niskim. Podróżując przez Beskid Niski czuję na plecach oddech historii. Łemkowie, Akcja Wisła, UPA i płonące wsie. Historia, o której wiem bardzo mało, staje się tam dla mnie obciążeniem. Odczuwam to najbardziej w czasie wizyt (nie lubię określenia „zwiedzanie”) w starych cerkwiach czy kościołach. To właśnie tam uświadamiam sobie swoją niewiedzę. O ikonografii, o architekturze, o dawnych grupach etnicznych. O ile na co dzień nie przeszkadza mi fakt, że nie znam dokładnych różnic pomiędzy wyznaniem greckokatolickim, a prawosławnym czy rzymskokatolickim, tak w Beskidzie Niskim ta niewiedza uwiera mnie jak kamień w bucie. Zawsze sobie obiecuję, że się douczę, doczytam, że jak wrócę kolejnym razem to będę wiedział więcej. Życie życiem i oczywiście kiedy opadają emocje po powrocie to zwyczajnie o tym zapominam.

Za co nie lubię Beskidu Niskiego?

Dodając do siebie dwa opisane wyżej problemy wydaje mi się, że ich sumą jest tzw. ogólne przytłoczenie i pewnego rodzaju niezrozumiała bezradność. Widzę potencjał, ale nie umiem go wykorzystać. Czuję, że miotam się tam niczym dziecko we mgle. Możliwe, że źle dobieram pory roku, pory dnia czy pogodę. To kolejne rzeczy, których nie wiem i one jeszcze bardziej pogłębiają irytację. Zdarzało mi się być w jakimś regionie Polski raz i po kilku dniach miałem komplet zdjęć z których byłem zadowolony. Na Beskid Niski poświęciłem już łącznie prawie trzy tygodnie. Im więcej tych dni dodaję do siebie, tym bardzo rośnie moje rozczarowanie.

Za co lubię Beskid Niski?

Nie jest tak, że kompletnie nie lubię Beskidu Niskiego. Oczywiście moje podejście jest czysto fotograficzne i to właśnie sprawa zdjęć wywołuje we mnie negatywne emocje. Ten region to tak naprawdę jedna z ostatnich oaz prawdziwego spokoju w Polsce. Komercja wkrada się tylko do większych wiosek. Im dalej w głąb doliny tym szybciej znikają krzykliwe banery, reklamy, a zaczyna dominować sielski klimat, bardzo często przesiąknięty zapachem obornika. I to jest piękne. Nawet na Podlasiu nie potrafiłem znaleźć tak ustronnych i spokojnych miejsc. Beskid Niski ma w sobie coś wyjątkowego pod tym względem. Życie biegnie tam swoim rytmem, zgodnie z naturą. Krowy wędrują środkiem drogi o określonych godzinach, po deszczu brody na rzekach są nieprzejezdne i bywa, że wizyta sklepu obwoźnego staje się największą rozrywką w ciągu dnia. To jest piękne i za ten klimat lubię Beskid Niski. Jest on jednak bardziej do przeżywania na miejscu niż do pokazywania na zdjęciach. Taki paradoks. Zazwyczaj to zdjęcia przekłamują rzeczywistość pokazując wyidealizowany świat.

Kraina sprzeczności

Czy warto poznać Beskid Niski? Oczywiście! Choć cały mój tekst może brzmieć jako dość malkontencki to w ogólnym rozrachunku wiem, że jest to region, który warto poznać bliżej. Nim poderwą się głosy, że „kiedyś to było”, powiem, że nawet zauważany wzrost liczby turystów moim zdaniem nie jest w stanie zakłócić spokoju tego oceanu zieleni. Łatwo znaleźć tam sobie azyl i otaczać się ciszą. Beskid Niski jest dla mnie krainą sprzeczności. Po każdym plenerze wracam rozczarowany, ale mam chęć tam wrócić. Zdjęcia mnie nie cieszą, ale z biegiem lat zaczynam dostrzegać w nich coś więcej. Chciałbym tam być i jednocześnie bym nie chciał. Ot, prawdziwa kraina sprzeczności.

Chcesz być na bieżąco i nie przegapić kolejnego wpisu? Zapisz się na mój NEWSLETTER. Regularnie będę informował Cię o nowościach i ciekawostkach z moich podróży!

Zapisz się na mój newsletter! 100% ciekawych treści, 0% spamu

* pola wymagane

Komentarze są wyłączone.

Zapisz się na mój newsletter!
100% ciekawych treści!
* pola wymagane