Menu

Znikające krajobrazy

Kto nie znał pienińskiej ikony, czyli sosenki na Sokolicy? Nawet jeśli nieświadomie, to chyba każdy dorosły Polak spotkał się z tym krajobrazem. W podręczniku do geografii, na pocztówce, w kalendarzu czy telewizyjnych migawkach. Nikt pewnie nie przewidział takiego scenariusza. Z jednej strony zrodził się wielki żal, z drugiej została uszkodzona przypadkiem podczas ratowania życia turystki. Przez mój Instagram przelała się wczoraj fala zdjęć z sosenką. Osobiście jestem na siebie zły, bo w Pieninach byłem wiele razy, a na Sokolicę nie dotarłem. Żal jest tym większy, że wybieram się na Sokolicę za kilka tygodni podczas podróży po Małopolsce w ramach SlowRoad. Pomyślałem jednak o czymś innym. Znikające krajobrazy. Przecież na moich oczach zniknęło na przestrzeni 15 lat wiele przepięknych miejsc. Nie umniejszam pienińskiej sosence, ale to wydarzenie wywołało u mnie sporo wspomnień. Zobaczcie znikające krajobrazy…

Stradów – Ponidzie

Dziwny los spotkał to miejsce. Wijąca się wśród świętokrzyskich pól droga została do połowy wyasfaltowana. Jest to naprawdę dziwne i smutne zarazem. Przez dziesiątki lat ludzie mogli obyć się w tym miejscu bez utwardzonej nawierzchni. Nie dość, że zniszczono ten krajobraz to dodatkowo pół drogi w asfalcie niewiele dało. To miejsce nadal jest bardzo malownicze i wspinając się na wzgórze gdzie przed wiekami znajdowało się grodzisko nadal można popatrzeć na przepiękne Ponidzie dookoła. Droga jednak wizualnie mocno straciła.

Stawy Milickie – Dolina Baryczy

Jedno z pierwszych moich zdjęć. Zaczynałem pracę jako fotograf i udałem się na północny skraj Dolnego Śląska skuszony widokiem setek stawów i grobli. Marzyło mi się wtedy właśnie takie ujęcie. Droga z promieniami słońca. Wróciłem w to miejsce po 10 latach. Pierwszego drzewa z prawej już nie ma. W miejscu w którym wtedy stałem wykopano przepust między stawami. To miejsce zniknęło bezpowrotnie.

Droga w okolicach Radziłowa – Podlasie

Blady świt. Jechałem do Brzostowa, żeby sfotografować przepływające przez Biebrzę krowy. Miałem sporo czasu i tuż przed wschodem zobaczyłem przepiękną aleję wierzbową we mgle. Zrobiłem tam kilka zdjęć. Za moimi plecami wstało słońce, które odciągnęło mnie od tej sceny. Chciałem iść w głąb tej drogi. Pomyślałem jednak, że wrócę tam jesienią. Lepsze mgły i więcej kolorów. Rzeczywiście zajrzałem tam jesienią kolejnego roku. Naszukałem się długo tych wierzb, ale znalazłem tylko same pnie. Pejzaż zniknął na zawsze.

Kaskady Rodła – Beskidy

Mam do tego miejsca ogromny sentyment. Przypuszczam, że zapamiętałem je z dziecięcy wędrówek na Baranią Górę. Uwielbiałem fotografować te rozległe źródła Wisły. Ten strumień jest tam taki niepozorny. Zawsze słysząc szum tej wody myślałem o tym jak ta Królowa Polskich Rzek dumnie przepływa przez Kraków czy Warszawę. W przypadku tego miejsca to nie człowiek sprawił, że zmieniło się na zawsze. Silne wichury przewróciły dziesiątki drzew. Zapanował chaos. Potrzeba wielu lat, żeby to miejsce wyglądało tak jak przed laty. To zdjęcie wykonałem w 2008 roku.

Jasionowo – Podlasie

Nazwałem to miejsce przepięknym końcem świata. Jasionowo nie ma asfaltowej drogi. Generalnie nic tam nie ma poza bocianim gniazdem, drewnianym krzyżem i paroma gospodarstwami. Życie biegnie jakby w zwolnionym tempie. Jadąc w kierunku Dolistowa najpierw zobaczyłem kawałek wiosła, później łódkę. Nie starając się zbytnio zrobiłem w samo południe kilka zdjęć. Miałem wrócić „przy okazji”. Wróciłem po roku. Łódki nie było (logiczne), a zejście do wody wysypano kamieniami, rozkopano, a całe otoczenie rozjechano kołami samochodów wyciągających na brzeg tratwy.

Brzostowo – Podlasie

Po pierwsze coraz trudniej zobaczyć pędzone przez wieś gęsi, a po drugie otulona liśćmi droga zniknęła na zawsze. Stare wierzby rosnące niemal przy samej Biebrzy wycięto. Kiedy dojechałem do Brzostowa wiosną 2018 roku to po prostu nie poznałem miejsca w którym kilkanaście razy nocowałem na polu namiotowym. Zrobiło się pusto. Na łące i w sercu.

Brzozowy las – Podlasie

Kolejne miejsce z cyklu „wrócę tam jesienią”. Rzeczywiście wróciłem, bo zawsze takie miejsca zapisuję na liście do odwiedzenia. Wróciłem, żeby zobaczyć pniaki i resztki ogniska po niepotrzebnych gałęziach. Musiałem spóźnić się niewiele. Jeszcze pachniało brzozą. Wtedy tak naprawdę mnie ruszyło. To zdjęcie zrobiłem w 2008 roku. Wróciłem tam po kilku miesiącach i zobaczyłem jak te znikające krajobrazy mi uciekają. Uciekają jak szalone między palcami.

Szczeliniec Wielki – Góry Stołowe

Rok 2009 był szczególny. To zdjęcie z zimy, ale wróciłem tam też na początku maja. Zajrzałem do tej limby po 2 latach i między skałami sterczał już tylko kikut. Jej historia moim zdaniem jest równie dramatyczna co pienińskiej sosenki. Tutaj jednak nie wiadomo co się stało. Gdzieś czytałem o piorunie, który ją trafił, ale niestety nie zdziwiłyby się gdyby się okazało, że to ręka ludzka ją tak urządziła. Po tym wydarzeniu straciłem serce do wychodzenia na Szczeliniec o wschodzie słońca.

Dolina Lejowa – Tatry

Przez kilka lat jeździłem w Tatry non-stop. Nocowałem w Kirach i po drodze spoglądałem zawsze na piękne szałasy u wylotu Doliny Lejowej. Dwa razy zdecydowałem się je sfotografować. Raz zimą i raz na początku jesieni we mgle. Kolejny znak – 2009 rok. Wróciłem w to miejsce po 3 latach i śladu już nie było po szałasach. Po prostu zniknęły.

Jezioro Hańcza – Suwalszczyzna

Było to jedno z niewielu miejsc gdzie z wysokiego brzegu można było zejść do wody. Jezioro Hańcza od zawsze urzekało mnie swoją urodą. Poświęciłem wiele czasu, żeby znaleźć „swoje miejsce”. To było idealne. Zanim ktoś zagrodził działkę na dole znajdowały się prawie zawsze łódki, a do wody zejść można było po ułożonych kamieniach. Raz zamyśliłem się tam tak długo, że z wody wyszedłem razem z pijawką na nodze. To zdjęcie zrobiłem w 2011 roku jesienią. Już od 2015 roku go nie ma – znaczy się jest, ale inne i niedostępne.

Znikające krajobrazy – Znikające kapliczki

Nie umiałbym wypisać ile kapliczek zniknęło na moich oczach na przestrzeni tych wszystkich lat. Te dwie darzyłem ogromnym sentymentem. Pierwszą znalazłem na Roztoczu. Drugą oglądałem zawsze przy drodze z Częstochowy do Szczekocin. Los pierwszej jest dziwny – komu przeszkadzała? W jej miejscu postanowiono ogromny, drewniany krzyż. O ile krzyż sam w sobie może być brzydki to tam właśnie taki postawiono. Los drugiej był smutny. Nie oparła się cywilizacji i unijnej dotacji na wybudowanie chodnika, wykopanie rowu i poszerzenie drogi. Stoi jeszcze mizerna, ale rów oddzielą ją tak wielki, że nikt o nią nie dba.

Znikające drzewa

Temat trudny. Znikających drzew na swojej drodze spotkałem bardzo dużo. Niektóre wydawały mi się tak mocne, że nikt ich nie ruszy. A jednak. Tak życie stracił potężny buk w Rudawach Janowickich. Tak poległy też brzozy i cała masa drzew przy Kolorowych Jeziorkach. Trudno byłoby takie miejsca zliczyć. Zdarza mi się tak, że szukam jakiegoś miejsca i pamiętam, że jechałem przez las. Kilka kilometrów dalej orientuję się, że lasu już nie ma. Znikające krajobrazy zmieniają na zawsze postrzeganie świata i burzą moją pamięć.

Ku przestrodze

Na koniec Aleja Klonowa ze Złotego Potoku. Ku przestrodze. To miejsce na przestrzeni 10 lat zmienił człowiek. Odnoszę też wrażenie, że kogoś aż kusi, żeby wylać tam asfalt i zagospodarować ziemię dookoła. Pojawiły się już pierwsze domy, a w połowie drogi w polach wybudowano boisko piłkarskie (takie cuda tylko w Polsce). Czekać tylko jak trzeba będzie z okazji jakiejś imprezy poprawić infrastrukturę drogową… Może przesadzam, ale trochę już się napatrzyłem na znikające krajobrazy. Piszę o tym dlatego, że część z tych pejzaży zniknęła z pomocą natury, a część z pomocą człowieka. Wobec natury jesteśmy bezsilni. Wobec działania władz mamy możliwość sprzeciwu. Trzeba mieć tylko oczy szeroko otwarte. Niestety mam wrażenie, że wrażliwość ludzi na piękno otaczającego ich krajobrazu spadła. To uwielbiałem w Bawarii. Tam dbano oto nie tylko jak „coś” samo w sobie będzie wyglądać, a również jak wpłynie na okolicę. Tego mi naprawdę w Polsce brakuje.

Dodaj komentarz

Podstawowy HTML jest dozwolony. Twój adres email nie zostanie opublikowany

Chcesz być na bieżąco i nie przegapić kolejnego wpisu? Zapisz się na mój NEWSLETTER. Regularnie będę informował Cię o nowościach i ciekawostkach z moich podróży!