Menu

Zakochałem się! Czas na szczere wyznanie…

Na wstępie rozczaruję. Po pierwsze tych, którzy zajrzeli tutaj z czystej ciekawości. Po drugiego tych, którzy zabrną w tekst szukając klasycznej recenzji motoryzacyjnej. Tak! Tutaj będzie o samochodzie. Mazda MX5. To w niej się zakochałem. Nie wyobrażam sobie jednak, że mógłbym pisać o niej w techniczny sposób. To tak jakby opisywać stan wątroby, nerek czy śledziony ukochanej osoby. Oczywiście wnętrze ma „bogate i ciekawe”, ale urzekło mnie w niej coś innego. Posłuchajcie…

Mazda MX5

Mazda MX5

Mazda MX5

Mazda MX5

Było to w maju 2017 roku. Nie chciałem jej poznawać. Z początku robiłem wszystko, żebyśmy się nie poznali. Trochę nawet z przerażeniem myślałem o naszym pierwszym spotkaniu. Kiedy już to stało i ruszyliśmy razem w trasę czułem ogromny dystans między nami. Nie umieliśmy się dogadać. Z Warszawy wyjechaliśmy pokłóceni w kierunku Mińska Mazowieckiego. Ona milczała. Ja starałem się za wszelką cenę pokazać jak jestem niezadowolony z tego spotkania. Nawet nie wiem kiedy to „pękło”. Myślę, że wtedy na tej bocznej drodze… Tam pierwszy raz otworzyłem dach. Tam zakochałem się w niej bez pamięci. Tam pośrodku mazowieckich pól wiedziałem, że to uczucie będzie stałe i na lata.

Podróżowaliśmy dalej. Ciągle razem. Nabrałem takiej radości kiedy mknęliśmy przez polskie bezdroża, że często ze smutkiem wysiadałem i zostawiałem ją smą. Kiedy tylko było to możliwe jeździliśmy z otwartym dachem. To w niej lubię najbardziej. Dzięki niej nauczyłem się smakować podróży. Niewyobrażalnie więcej się słyszy i inaczej odczuwa się drogę. Jej idealnie wyprofilowane linie sprawiają, że nawet grama wiatru nie czułem, a jednak ta przestrzeń nad głową i klangor ptaków słyszany w oddali…

Mazda MX5

Mazda MX5

Mazda MX5

Pokonaliśmy razem prawie 6000 km. To był piękny maj. Nie miała ze mną lekko. Zobaczyliśmy razem naprawdę spory kawałek Polski – Mazowsze, Podlasie, Mazury, Jurę i Wielkopolskę. Czy coś mnie w niej denerwowało? No właśnie nie! Te początkowe lęki z czasu kiedy tak mało o sobie wiedzieliśmy okazały się bezpodstawne. Po czasie rozumieliśmy się bez słów. Uwielbiam to poczucie wolności jakie ona mi daje. Tego nie da się opisać. Taka filigranowa, z pozoru grzeczna, ale jak tylko się zamarzy o odrobinie szaleństwa to odkrywa zupełnie inne oblicze. Ileż to razy kiedy tylko widzieliśmy trochę żwiru wyjeżdżaliśmy tam tylko po to, żeby poczuć drzemiącą moc i dzikość tylnego napędu.

Mówią o niej różne rzeczy. Często traktują ją jak kochankę, drugą w rodzinie. Ona czeka cierpliwie na wypad za miasto. Budzi się w niej szalona dusza. To bywa momentami niebezpieczne. Mówią też, że nic nie pomieści. Ja wyjechałem z nią na trzy tygodnie bez wizyty w domu. Fakt. Trochę kłóciliśmy się o stojące na przednim siedzeniu kalosze. Potrafiliśmy się jednak dogadać.

Rozdzielono nas nagle. Rozstaliśmy się na rok. Cały ten rok czekałem. W głowie układałem sobie co jej powiem jak znowu ruszymy w trasę. Tym razem w góry. Tym razem krótsze dystanse, ale więcej frajdy. Już w Warszawie opowiadałem jej o tysiącach zakrętów które przed nami. Powarkiwała w korku z radości.

Mazda MX5

Mazda MX5

Mazda MX5

Po roku to uczucie się ugruntowało. Czy tym razem mnie coś denerwowało? Tak! Czasami jej piękno, które nie pozwalało nam ukryć się przed światem. Ludzie robili sobie przy niej zdjęcia. Nie było parkingu w mieście gdzie ktoś by jej nie podrywał. Nie zapytał o cokolwiek. Nie spoglądał zadziornie. To ją wyróżnia. Ile razy pokazywaliście na parkingu wnętrze ukochanej? Ja przez 10 dni 4 razy pokazywałem jej dzikie serce ciekawskim, którzy do tego stopnia nie mogli się opanować, że zaczepiali nas na każdym roku. Trudno też poradzić sobie z faktem, że jadąc powoli ludzie oglądali się za nami. Jedna pani to nawet niemal zębów na krawężniku nie wybiła na nasz widok. To jedyne co mnie drażni. Tylko czy mogę winić ją za jej piękno? Chyba nie powinienem.

Czy to uczucie się zmienia? Tak! Rośnie z każdym kilometrem. Zamarłem teraz z przerażenia kiedy jechaliśmy stromą drogą w Beskidach. Musiałem wrzucić jedynkę i bałem się jak zareaguje. Kiedy dodałem gazu poczułem pierwszy raz ileż ona ma w sobie mocy. Razem z nią poczułem jak te 160 ukrytych pod maską koni biegnie na górę. To było coś pięknego.

Mazda MX5

Mazda MX5

Mazda MX5 daje mi wolność i radość. Wolność przejawia się głównie w tym, że podróż z nią już przez sam fakt bycia z nią jest ciekawa. Radość? Tego nie umiem opowiedzieć, ale są takie momenty kiedy w głośnikach sączyła się moja ulubiona muzyka, a my mknęliśmy przez pola i uśmiechałem się tak po prostu. Ona potrafi to naprawdę sprawić. Zauważyłem też, że kiedy dojeżdżam z nią na miejsce i wysiadam to zazwyczaj się uśmiecham. Po prostu.

Całe moje uczucie do niej nie zmieni jej. Jej wnętrze trzeba zaakceptować i pogodzić się z pewnymi ograniczeniami. Głównie chodzi o miejsce, a raczej jego ilość. Złośliwi powiedzą, że jest w środku jest mało miejsca, a ja powiem, że jest go tyle ile potrzeba. Rzeczywiście nie ma go za dużo, ale nie można mówić o „braku miejsca”. Kwestia podejścia. Nie wielki bagażnik to problem? Nie! Problemem jest zbyt duża ilość niepotrzebnych rzeczy, które zabiera się zazwyczaj w podróż.

Podróżowałem już wszystkimi dostępnymi modelami Mazdy. Wszystkie lubię. Tylko jedną z nich pokochałem. Jest po prostu piękna. Kiedy patrzy się na nią nie można się z tym nie zgodzić. Wolność, radość, lekkość i poczucie niezwykłej harmonii. Czy można, czy powinno się pisać w ten sposób o aucie? Nie wiem. Wiem na 100%, że właśnie takie uczucia we mnie budzi, a one są prawdziwe i to jest najważniejsze.

Mazda MX5

Mazda MX5

Dodaj komentarz

Podstawowy HTML jest dozwolony. Twój adres email nie zostanie opublikowany

Chcesz być na bieżąco i nie przegapić kolejnego wpisu? Zapisz się na mój NEWSLETTER. Regularnie będę informował Cię o nowościach i ciekawostkach z moich podróży!