koniec mapy

Asfalt skończył się już dużo wcześniej. Piaszczysta droga prowadziła mnie wprost do miejsca gdzie Narew łączy się z Biebrzą. Wiedziałem, że nie dotrę tam samochodem, ale chciałem dojechać jak najbliżej. W oddali widziałem małe skupisko domów. Kiedy dojechałem do ostatniego z nich wiedziałem, że to koniec mojej drogi. Mapa w nawigacji się skończyła. Droga biegła dalej, ale widziałem, że jest zalana wodą. Kątem oka dojrzałem wychodzącą z ganku postać. Odwróciłem samochód i wysiadłem. Zaczęliśmy rozmawiać…

Życie na Podlasiu

Pan Wiesław mieszka na końcu Giełczyna od zawsze. Tutaj po wojnie zamieszkali jego rodzice, tu się wychował i tutaj pośród rozlewisk i bagien pozostał. Siostry wyjechały do miasta, a on przejął gospodarstwo, które prowadzi niemal w niezmienny sposób. Słońce z wolna przechylało się do zachodu, a nam rozmowa wyjątkowo się kleiła. Nie byłem pierwszym fotografem, który zapędził się w ten zakątek. Od lat ludzi przyciągał w to miejsce widok krytej strzechą chaty. Dzisiaj dach pokryła blacha, ale cała reszta pozostała niezmiennie prawdziwa.

koniec mapy

koniec mapy

koniec mapy

Nie wiem nawet jakim tropem przebiegła rozmowa kiedy nagle pan Wiesław zaprosił mnie do siebie. Wiedziałem, że ten dom skrywa cudowny świat, którego już nie ma. Pan Wiesław pochwalił się pięknymi porożami, zrzutami, które każdej wiosny znaleźć można w pobliskich lasach. Byłem już w środku, więc postanowiłem namówić go na kilka zdjęć. Słońce delikatnie wlewało się do środka. Opowieść o życiu nad Biebrzą płynęła spokojnie dalej niczym woda w rzece. Nie wiem nawet kiedy zrobiło się ciemno. Na sam koniec poszliśmy zobaczyć konie i umówiliśmy się na drugi dzień, że ruszymy z wozem po podlaskich drogach.

Podróż z Kasztanką

Kiedy kładłem się spać ciągle myślałem o tym spotkaniu. To był koniec wszystkiego, a zarazem początek tak pięknej przygody. Z samego rana wróciłem i pomogłem w przygotowaniu wozu i Kasztanki do naszej wycieczki. Ruszyliśmy przed siebie. Piach ustępował pod kopytami rozpędzonej Kasztanki, która ewidentnie cieszyła się z ruchu po długiej zimie spędzonej w stajni. Podlaskie powietrze pachniało niezwykle, a my przemierzaliśmy nieznane mi dróżki w okolicach Giełczyna. Dla pana Wiesława to doskonale znany świat. Te drzewa rosły na jego oczach. Wymieniliśmy sporo różnych myśli. Choć dzieli i różni nas niemal wszystko to spotkaliśmy się w pięknej tęsknocie za Podlasiem sprzed 20 lat. Na pierwszy rzut oka może niewiele się w takim zakątku zmieniło, ale postęp, cywilizacja i emigracja dotykają właśnie teraz te tereny jak nigdy wcześniej.

koniec mapy

koniec mapy

koniec mapy

Realia życia

Ja martwię się czy zdążę na metro za 4 minuty, a pan Wiesław myśli o następnej zimie, bo ostatnia dziewczynka właśnie kończy podstawówkę i zimą gmina przestanie wysyłać po nią autobus i automatycznie droga nie będzie odśnieżana regularnie. Ja wkurzam się rano pod prysznicem jak zimna woda zbyt długo nie ustępuje miejsca ciepłej, a pan Wiesław nosi wodę ze studni wiadrami do domu. Ja byłem wściekły jak zamknęli sklep 5 minut od domu, a do pana Wiesława obwoźny sklep dociera raz w tygodniu. Najbliższy oddalony jest o około 15 km, ale nie ma tam zbyt dużego wyboru. Dopiero w Wiźnie zrobić można porządne zakupy.

Może rodzić się pytanie po co mi te zdjęcia, po co zbieram takie historie i w totalnym braku czasu poświęcam kilka godzin na pojeżdżenie wozem po Podlasiu i rozmowie z człowiekiem jak dla mnie trochę z innego świata. Innego. Różnego. Nie gorszego. Po prostu innego. Odpowiedź jest bardzo prosta – to są dla mnie najbardziej poruszające historie i świat, który znika na moich oczach. Kiedy więc znajduję się w takiej przestrzeni i mogę wysłuchać takich opowieści to zostawiam telefon w samochodzie i chłonę ten świat pełnymi garściami i chcę usłyszeć jak najwięcej. Mam wtedy poczucie, że biorę udział w czymś ważnym, istotnym i przestaję wierzyć w przypadki. Ja po prostu miałem dotrzeć na ten koniec świata, żeby przeżyć to niezwykłe spotkanie.

koniec mapy