Menu

Kalosze dla fotografa

kalosze dla fotografa

Kalosze dla fotografa

O tym jak nieprzyjemnie czeka się na wschód słońca z wodą w butach nie muszę chyba nikogo przekonywać. W każdej porze roku kalosze dla fotografa są moim zdaniem niezbędnym sprzętem – można je zaliczyć i sprzedawać w kategorii akcesoriów fotograficznych. Tak powinno być! Dlaczego?

Kiedy rozmawiam z różnymi osobami, często słyszę : „Przecież mam dobre buty trekkingowe, więc po co mi jeszcze kalosze?!”. W takich momentach rozpoczynam swój wykład o wyższości kaloszy nad traperami czy innymi cudami. Od wielu lat na każdy plener, nawet górski (pomijając te z długą wspinaczką i długą wędrówką) zabieram ze sobą kalosze. Początkowo nie wpadłem na ten pomysł i po każdym wschodzie słońca wracałem do samochodu z mokrymi butami i co gorsza mokrymi nogawkami. To właśnie odróżnia kalosze od butów turystycznych – nie dość, że chronią nogę przed wodą, to jeszcze sięgają pod kolano i rzadko kiedy wracam do domu w mokrych spodniach. Jest to niezwykle ważne również, jeśli rozpoczynam całodniowy plener wschodem słońca – bywało, że musiałem przebierać spodnie, albo czekać z mokrymi nogawkami aż do południa. Nic przyjemnego. Mimo tego, że mam wysokiej kasy buty z goretexu, z małą ilością szyć, zdarzyło się, że przemakały – nie jest to przecież guma.

Bywają momenty, szczególnie latem, że chodzę po wysokiej trawie i jestem prawie cały mokry – na to jednak poza woderami nie widzę rozwiązania, a te z kolei są mało wygodne na dłuższe spacery. Wybieram jednak suchą skarpetkę i kropka. To mi odpowiada – mogę całkowicie skupić się na fotografowaniu! Zaletą niezwykle ważną jest fakt, że z jakiego bagna bym nie wyszedł potrzebuję tylko wiadra wody i kalosze wracają do idealnej czystości – nie mam takich wspomnień po wyjściu z biebrzańskich bagien w butach trekkingowych, a mam wrażenie, że błoto z zakamarków nosiłem jeszcze przez dłuuuugie miesiące na nogach. A co jeśli wejdę zbyt głęboko i woda naleje się do środka? Wyciągam wkładkę, wycieram szmatką i idę dalej. Względnie 15 minut na słońcu i kalosz jest suchy. W przypadku zalania i zamoczenia traperów suszenia trwa długgggiiiee godziny.

Kalosze dla fotografa na zimę?

Czy coś takiego wyprodukowano? Tak! Oczywiście nie wprost dla fotografów, ale dla wszystkich, którzy zimą mają kontakt z wodą, mrozem i wilgocią we wszelkich postaciach. Na moich nogach podczas zimowych plenerów noszę kalosze polskiej firmy Lemigo – wersja Arctic Termo+ 875 z wkładką ocieplającą (folia aluminiowa, filc i kożuch). Ich zaletą jest waga – producent podaje wartości od 700 do 1000 gram. Wykonane z materiału EVA są o wiele lżejsze od tych z gumy czy PCV.
Przetestowałem je w ekstremalnych warunkach zimą na Lofotach. Praktycznie chodziłem w nich cały czas – po wodzie, skałach, śniegu. Idealnie sprawdziły się podczas długich czasów naświetlania wieczorem, kiedy musiałem po kilkanaście minut stać w lodowatej, morskiej wodzie. O wilgoci nie mówię, bo ich nie przedziurawiłem, ale co najważniejsze – nie było mi ani przez sekundę zimno! Producent podaje temperaturę -50 st.C jako granicę – w takich dzięki Bogu w nich nie pracowałem, ale nocne fotografowanie zórz polarnych w wodzie po kostki to też pewne ekstremum.

kalosze dla fotografa

Kalosze dla fotografa na lato?

Oczywiście. Co mnie bardzo cieszy, kolejny raz mogę polecić produkt polskiego producenta – firmy Demar. Od ponad 4 lat korzystam z kaloszy Predator XL. Również posiadają wkład, który oddziela stopę od tworzywa, ale daleko mu do właściwości ocieplacza z Arctica. Kolejną różnicą jest wielkość i waga – są zdecydowanie większe i wydaje mi się, że cięższe. Nie traktuję tego jednak jako wadę, bo w większości przypadków nie ma to dla mnie znaczenia. W „większości”, czyli poza podróżą samolotem, gdzie liczy się każdy gram, dlatego do podróży lotniczych zabieram kalosze Arctic, a na wypady samochodowe głównie Predator.

Zapyta ktoś, i to całkiem słusznie, czy potrzebne mi są dwie pary? (pyta oto moja Żona oglądając moją kolejkę sprzętu na wyprawy).

Odpowiedź jest prosta – TAK. A dlaczego?
Teoretycznie te kalosze niewiele się różnią, ale „diabeł” tkwi w szczegółach. O wadze i wielkości już wspomniałem, ale zasadnicza różnica jest taka, że w Predatorach z Demaru po prostu lepiej mi się chodzi. Moim zdaniem podeszwa jest lepiej wyprofilowana. Mają też zupełnie inne zakończenie – w Arcticach jest to ściągacz, a tu wywinięta wkładka. Bądź co bądź są to dwa różne produkty, ale obie pary spisują się idealnie. Zapewne czynnikiem pozwalającym na taki „luksus” posiadania dwóch modeli jest cena… Nie są to kosmiczne kwoty jak za obuwie trekingowe, a posiadam je już długo i po umyciu wodą wyglądają jak nowe.

Kalosze zapewniają mi komfort pracy. Nie martwię się, że nagle muszę wejść w zasiąg morskich fal, czy przedostać się przez ogromną kałużę co celu. Długie spacery po rosie – nie ma problemu. Od lat korzystam i polecam każdemu to rozwiązanie!

kalosze dla fotografa

Chcesz być na bieżąco i nie przegapić kolejnego wpisu? Zapisz się na mój NEWSLETTER. Regularnie będę informował Cię o nowościach i ciekawostkach z moich podróży!