Menu

Jak archiwizuję zdjęcia?

jak archiwizuję zdjęcia

Jak archiwizuję zdjęcia?

Moje zdjęcia to mój skarb. Od zawsze wychodzę z tego założenia i przez wiele lat wypracowywałem swój sposób na zabezpieczanie danych. W ostatnim czasie mocno przeraził mnie artykuł z którego wynika, że ponad ¼ badanych fotografów utraciła swoje zdjęcia. Postanowiłem podzielić się moją metodą, która jest jednym z wielu rozwiązań – jednego słusznego i ostatecznego pewnie nie ma.

Archiwizacja kosztuje. Przez lata pracy dla Edycji Świętego Pawła nie ponosiłem kosztów zabezpieczenia danych. Bycie wolnym strzelcem wymusza dźwiganie tego ciężaru przez kolejne lata, więc postarałem się zoptymalizować koszty. Wychodzę z założenia, że jeśli na podróż wydaję kwotę XYZ, chcę później sprzedać swoje zdjęcia za kwotę ABC, to muszę odpowiednio zabezpieczyć dane, żeby nie utracić wydanej na podróż kwoty XYZ i przyszłych zysków ABC. To istotna zmiana myślenia, bo o ile łatwo wydać kilka tysięcy na podróż, z wydaniem kilkuset złotych na zabezpieczenie zdjęć może być już gorzej. Do rzeczy…

Podczas wykładów w WSSiP w Łodzi, Tomasz Fularski wypowiedział jak dla mnie przełomowe zdanie – „jeśli nie masz trzech niezależnych kopii danych – nie masz danych”. Dało mi to do myślenia i tym sposobem…

1. przechowuję zdjęcia na komputerze na którym pracuję

– jest to jak najbardziej logiczne rozwiązanie, a możliwość rozbudowy dysków nie ogranicza mnie w pojemności danych. Mam dzięki temu szybki dostęp do plików i stale kontroluję dane, czy nie występują jakieś błędy

2. wybrany folder z gotowymi zdjęciami przechowuję w chmurze

– tylko wybrane, najlepsze RAWy wysyłam na moją roboczą chmurę Google. Nie jest to niestety tanie rozwiązanie, bo 1 TB danych kosztuje 9,99$ miesięcznie. Nie zapełniam całości tej przestrzeni, ale mam za to nieograniczony dostęp do najważniejszych zdjęć i automatycznie posiadam ich kopię. Mogę klientowi wysłać zdjęcia będąc na drugim końcu świata, a potrzebuję do tego zalogować się jedynie na konto Google.

3. macierz dyskowa Qnap

– w czasach pracy w Edycji Świętego Pawła korzystałem z ogromnej stacji o pojemności 8 TB, działającej w RAID, czyli stacja była zapełniona 8 dyskami po 2 TB każdy. Dzisiaj nie potrzebuję takiego kolosa, więc zdecydowałem się na dwudyskową stację QNAP TS-251 z dwoma dyskami WD Red. Ważne jest, żeby kupić dyski przystosowane do pracy w macierzach – ja od lat korzystam z WD Red i jestem zadowolony. Przy awarii dysku (zdarzyło mi się to raz w ciągu 7 lat) bez stresu wymieniam dysk i archiwum działa dalej.

Na Qnapie trzymam wszystkie zdjęcia – surowe RAWy z aparatu i gotowe, obrobione zdjęcia.

4. chmura chmur, czyli Crash Plan

– wszystkie swoje komputery archiwizuję dzięki usłudze Crash Plan i tworzę kopię danych w chmurze. Jest to o tyle ciekawa opcja, że nie posiada ograniczeń w pojemności. Płacę 150$ rocznie i mogę zabezpieczyć do 10 komputerów. Jest to rozwiązanie, które wymaga cierpliwości, bo wysłanie 1 TB nawet przy dobrym łączu internetowym zajmuje bardzo dużo czasu. Ja obecnie przesyłam dane z prędkością 1,5 megabajta na sekundę. Program działa w tle, więc nie muszę pamiętać o kopii – robi się sama!

…mam więc komputer, chmurę Google, Qnap, Crash Plan

5. dysk w zaufanej lokalizacji

– nie zakładając kataklizmu, nie wykluczam jednak pewnych nieszczęść – włamania, pożaru, zalania, bo przed tym też trzeba chronić swoje zdjęcia. W związku z tym kupiłem jeden przenośny dysk, który zostawiłem u rodziców 1000 km od miejsca w którym mieszkam. Jest to wentyl bezpieczeństwa i plan awaryjny. Aktualizuję go raz w miesiącu wysyłając nowe dane na chmurę Google skąd mój tata pobiera nowe zdjęcia i zapisuje na dysku. Ważne jest to też o tyle, że dysk działa wtedy przez jakiś czas i łatwo zorientować się czy wszystko działa jak należy. Kiedy pojawiam się w Polsce formatuję dysk i wgrywam dane na nowo z kolejnego przenośnego dysku, który jest kopią przenośną podczas dłuższych podróży.

…komputer, chmura Google, Qnap, Crash Plan i zaufana lokalizacja.

Do tego jak wspomniałem mam jeszcze jeden dysk WD, który nie wymaga zasilana i zabieram go ze sobą w każdą podróż. Póki co mieści się na nim moja cała baza zdjęć, ale pozostało mi już niewiele wolnego miejsca i będę musiał coś zmienić w tym rozwiązaniu. Sprawdza się ono szczególnie dobrze przy podróżach zagranicznych, gdzie nie korzystając z „chmury” mam zawsze zdjęcia pod ręką.

Znam powiedzenie „nigdy nie mów nigdy”, ale wydaje mi się, że w tej konfiguracji musiałbym mieć ogromnego pecha, żeby utracić bezpowrotnie wszystkie dane. Najgorsze są moim zdaniem uszkodzenia mechaniczne, bo często można nie mieć na nie wpływu.

Moje zdjęcia to mój skarb. Inwestuję w fotografię swoje oszczędności, czas i zdrowie. Poświęcam dużo wysiłku, żeby je wykonać, a po latach praktyki zabezpieczenie danych zajmuje mi kilka minut, bo dzięki odpowiednim aplikacjom dane w chmurze aktualizują się same, a wgranie nowych zdjęć na dysk czy macierz nie zajmuje więcej jak kilkanaście sekund.

Chcesz być na bieżąco i nie przegapić kolejnego wpisu? Zapisz się na mój NEWSLETTER. Regularnie będę informował Cię o nowościach i ciekawostkach z moich podróży!