Menu

Fotograf Magister Sztuki

Fotograf magister sztuki

Kiedy w 2008 roku pierwszy raz przekroczyłem drzwi uczelni w Łodzi nie spodziewałem się, że czeka mnie tak niezwykła przygoda. W swoim czasie pisałem już o moich studiach, ale postanowiłem jeszcze raz podzielić się myślą, która ugruntowała się we mnie jeszcze bardziej. Było warto. Jak wielu rzeczy nie jestem pewien, tak co do tego, że było warto poświęcić 6 lat na studia jestem w 100% pewny.

Na początku napisałem „przygoda”. Może ktoś zapytać czy nie powinienem napisać „nauka”. Tu jednak muszę wyjaśnić, że bardziej cenię to co udało mi się zrozumieć niż nauczyć. Oczywiście jestem bogatszy o historię sztuki, historię fotografii, podstawy projektowania graficznego, przygotowania do druku itd., ale to co wyniosłem i to co cieszy mnie najbardziej to ŚWIADOMOŚĆ pisana przez duże „eś” i wielkimi literami.

Z pozoru może się wydawać, że studiowanie fotografii to fajna sprawa. Do pewnego momentu tak. Dopóki zdjęcia pozostają rejestracją czy wprawną wizualizacją pomysłu. To jednak mija szybko i trzeba iść dalej. Zacząłem w pewnym momencie odchodzić od czystej rejestracji i zauważyłem, że powstają zdjęcia, które wywołuję we mnie niepokój, bo widzę w nich swoją myśl namalowaną przez światło.

Jestem do bólu pejzażystą. Nikt temu w szkole nie zaprzeczał, ani z tego powodu mnie nie gnębił. To była moja droga. Profesorowie nie mówili mi „gdzie” robić zdjęcia i „jak” robić zdjęcia, ale pytali „dlaczego” ja to robię. Dochodzi się tu do momentu kiedy znika tekst, nauka, regułki, daty i pojawia się człowiek. Ja sam zawarty w zdjęciach, nieodkryty, pogubiony i szukający drogi do wyjścia. Pomaga w tym kontekst historyczny, pomaga obserwacja mistrzów, ale jest to droga samotna. Za nią nie ma oceny w ideksie.

Fotograf magister sztuki

Moje studia fotografii to był początek podróży w głąb samego siebie. Szukanie odpowiedzi na nurtujące pytania oto czym fotografia jest dla mnie sama w sobie. To jest właśnie w tych studiach najtrudniejsze. Nie egzaminy (bo można się nauczyć), nie zjazdy (bo można pojechać), nie dyplom (bo jest czas na jego zrobienie), ale najtrudniejszy był ten dzień kiedy musiałem stanąć twarzą w twarz przed sobą i zacząć szukać odpowiedzi na pytanie „dlaczego” i nie chodzi tu o banał, że to moja pasja, praca, hobby. Tu chodzi o takie głębokie przekonanie, że chcę, że warto. Przekonanie oderwane od wizualnej strony obrazu. To takie umiłowanie fotografii bez fotografii.

Fotograf magister sztuki

Czy moje zdjęcia, obrazy po studiach stały się lepsze? Nie mnie to oceniać. Ja czuję się zdecydowanie lepiej. Uporządkowało i ugruntowało się w mnie wiele spraw związanych z moim pojmowaniem sztuki i fotografii. To jest najcenniejsze. Czy uda mi się przekładać to na fotografie – tego nie wiem. Czas i widzowie to ocenią.

Dyplom to dla mnie początek. Może koniec wyjazdów do Łodzi na uczelnie, ale początek drogi, na której zostałem sam. Często słyszałem, że szkoła zła, profesorowie źli, leniwi, ale wiem jedno – tyle ile chciałem tyle z tego czasu zabrałem dla siebie. Pytałem, dociekałem, pokazywałem, czasem się sprzeczałem i kłóciłem. Profesorowie nauczyli mnie dokładnie tyle ile od nich wymagałem. Jeśli zbyt mało to tylko z mojej winy.

Idę dalej sam. Z dyplomem magistra sztuki pośród gór, lasów i łąk nie wzbudzę wielkiego podziwu. Dalej będę tym samym do bólu upierdliwym fotografem, który nie może spać, bo pejzaże czekają. Chciałbym jeszcze bardziej doceniać każdą sekundę światła, która jest mi dana i wybierać tylko te momenty, tylko je przenosić na zdjęcia, które są naprawdę tego warte i wyrywając je z rzeki czasu dać im nieśmiertelne życie na swoich obrazach. Na zawsze.

Fotograf magister sztuki

Studiowałem fotografię w Wyższej Szkole Sztuki i Projektowania w Łodzi w latach 2008-2014. W pierwszym etapie zdobyłem po 4 latach tytuł licencjata, a w drugiej części tytuł magistra sztuki.

Chcesz być na bieżąco i nie przegapić kolejnego wpisu? Zapisz się na mój NEWSLETTER. Regularnie będę informował Cię o nowościach i ciekawostkach z moich podróży!