Menu

Dlaczego nie lubię Facebooka

dlaczego nie lubię facebooka

Facebook jako miejsce komunikacji i wymiany informacji przerósł moje oczekiwania. Nie mogę w najmniejszym stopniu odebrać mu pierwszego miejsca w wychodzeniu naprzeciw utrzymywaniu wirtualnych kontaktów. Tablica, komunikator, strona firmy, marki czy zamknięta grupa – wszystko w trosce o użytkownika. Wszystko fajnie. Jak wypada jednak Facebook w świecie fotografii? Trudno nie przyznać, że pomimo istnienia wielu portali fotograficznych Facebook wiedzie prym i to właśnie na „tablicy” lądują najświeższe zdjęcia, często prosto z telefonu czy aparatu. Czy to dobrze?

Cofając się o 10 lat mogę przypomnieć sobie czasy kiedy oglądając strony internetowe ulubionych fotografów z niecierpliwością czekałem na uaktualnienie zakładki „nowości”. Po 10 latach zauważam, że wielu fotografów, których twórczość obserwuję nie ma już swojej strony WWW, nie mówiąc o zakładce „nowości”. Pojawiły się za to „tablice” i „albumy”. Jest to na 100% wygodna forma, bo nie wymaga takiego nakładu pracy jak przy prowadzeniu własnej strony. Odchodzą opłaty za domenę i hosting. Okazuje się też, że oglądalność jest większa – lajki w tysiącach, komentarze, cały system udostępniania i rozsyłania zdjęcia w świat działa wyśmienicie. Wszystko gra, to dlaczego nie lubię Facebooka?

dlaczego nie lubię facebooka

Spotkanie z fotografią kiedyś było dla mnie wydarzeniem i choć pogodziłem się już, że są one całkowicie cyfrowe i pewnie nigdy nie będę mógł ich dotknąć, to obraz w nich zaklęty sprawia, że godzę się na taką niedotykalność. Dawniej jednak potrafiłem się nad zdjęciem zatrzymać, popatrzeć i przemyśleć – kadr, światło, kompozycję. Dzisiaj zauważam, że zdjęcia niekiedy wybitne przewijam niczym nic niewartą papkę codziennych gifów z kotami i innym badziewiem żebrzącym o lajka. Te fotografie wrzucone pomiędzy to bagno zupełnie tracą swój przekaz. Rozmywają się te obrazy i tylko od szybkości przewijania, pozycji kciuka zależy czy dam lajka i zostawię przy nim swój ślad. Jaki ślad zostawi jednak ono we mnie? Czy nie oto właśnie chodzi? To zdjęcie ma wywoływać emocje we mnie, ma we mnie rysować niezwykłe światy, których nie oglądałem w rzeczywistości, a nie ja mam stać się nośnikiem emocji w postaci durnie wzniesionej łapki w górę.

Bezpieczne reakcje

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że od tego nie można uciec. Sam mam profil na Facebooku i stronę z moimi fotografiami, bo godzę się z duchem czasu, z postępem i jestem świadomym, że tam dotrzeć mogę do ludzi. Nie lubię po prostu „starczego marudzenia” – każde pokolenie patrzy wstecz i wspomina to co minęło. Okazuję się jednak, że to pokazywanie zdjęć na Facebooku nie wywołuje takich reakcji w widzach jak dawniej. Z obejrzenia zdjęcia nie rodzą się korespondencje na kilkanaście mailii czy długich telefonów. Z tymi galeriami na Facebooku jest tak jakby umieścić najpiękniejsze zdjęcia świata w zatłoczonym przejściu metra – wielu spojrzy, kilku się zatrzyma – wszyscy jednak pójdą dalej. Śladem tego zatrzymania może być komentarz adekwatny do miejsca oglądania: fajne, wow, dobre, piękne. Takie bezpieczne słowa, które nie rozpędzają palców po klawiaturze. Wyrażają same w sobie wszystko i nic zarazem.

Jestem realistą – sam nie aktualizowałem mojej galerii na stronie www od ponad roku. Trochę tego żałuję, bo widzę zagubionych na falach internetu odwiedzających, którzy może z przyzwyczajenia tak jak ja u innych, szukają u mnie czegoś nowego. Zdaję sobie też sprawę, że fotografia musi być na Facebooku i nigdy z niego nie zniknie. Boję się jednak, że wciśnięta tam pomiędzy niekończącą się rzekę informacji utraci całkiem swój i tak już mocno rozmyty przekaz. Rozmywa go ilość – dawniej w erze przed facebookowej oglądałem jednocześnie zdjęcia jednego fotografa. Dzisiaj przewijając tablicę po sobie trafiam na zdjęcia krajobrazów, portretów czy aktów – nie wyczuwam pomiędzy nimi granicy. Są w jednym worku pomiędzy prośbą o pomoc dla psów, agitacją polityczną czy aferą korupcyjną.

Dotknąć obrazu

Z tej perspektywy doceniam każde spotkanie z fotografią, której mogę dotknąć. Każda galeria, która daje mi możliwość stanąć z obrazem na odległość oddechu jest na wagę złota. To ważne momenty. Dzisiaj można odnieść wrażenie, że już wszystko widzieliśmy. Jednak tak mało naprawdę przeżyliśmy. Ja do dzisiejszego dnia noszę w sobie ślady zdjęć, które widziałem i choć nazwisko autor zatarło się w mojej głowie to nadal widzę zdjęcie pt. „Dawni bogowie odeszli”, które oglądałem w 2009 roku w Sejnach – było to proste przedstawienie greckich ruin. Gdybym jednak miał wspomnieć choć jedno zdjęcie, które dzisiaj widziałem na Facebooku to bym nie umiał. Jest to chyba najsmutniejsze – obraz, który nie pozostaje w pamięci tylko przemija razem z krótkim ruchem palca na ekranie telefonu.

dlaczego nie lubię facebooka

Chcesz być na bieżąco i nie przegapić kolejnego wpisu? Zapisz się na mój NEWSLETTER. Regularnie będę informował Cię o nowościach i ciekawostkach z moich podróży!